Traveling with Buffy - Radom.

Na wstępie muszę wyjaśnić, co było powodem mojej przerwy z pisaniem postów na blogu oraz opowiedzieć, jak to jest rzeczywiście z Buffy'm.

1. Otóż jak sami mogliście zauważyć, w moim blogu jest napisane, że Buffy jest psem mojej cioci. Na czas odwiedzin, bądź wyjazdów - opiekuję się nim. Podczas odwiedzin w minionym tygodniu zabrałam ze sobą aparat, który towarzyszył mi podczas spacerów. Niestety, nie miałam tam możliwości wstawienia zdjęć, więc postanowiłam poczekać do dzisiejszego dnia.

2. Buffy tak naprawdę nie jest psem w typie Westa, lecz jego mieszańcem. -Czas na zdziwienie- Dokładnie mieszańcem West Highland White Terriera z Jamnikiem długowłosym. Na początku żartobliwie wstawiałam zdjęcia Buffiego w białej postaci: 


Ale czas "ujawnić" rzeczywistość. Mianowicie biało-rudą rzeczywistość. :) Zapraszam.

25 lipca 2014r.
Trasa spaceru tego dnia mierzyła kilka kilometrów. Wraz z Buffym przeszliśmy pewną część Radomia, włączając w to okrążenie zalewu "Borki".

Zdjęcie mojego autorstwa.

Było ciężko, jednak Buffy, mimo wieku, okazał się niezłym towarzyszem do wypraw. Niestety muszę stwierdzić, że boi się wody. Napić się - owszem, ale zamoczyć łapki - niespecjalnie. 
Buffy trochę pobiegał, można powiedzieć polatał, ale nie obdarzono go skrzydłami. 
Instynkt myśliwego z kolei podpowiadał mu upolowanie kaczki, jednak dzięki smakołykom i piłce- został zaspokojony. Sprawdzony sposób, więc polecam. ;)
Bufecik dobrze wiedział o obecności kaczki, jednak "kość" zamaskowała tę myśl.


Odnalazłam w Buffy'm świetnego modela, jednak byłoby ciut lepiej, gdyby nie kaczki. ;-\

Takie ciekawe ujęcie.. Ale co to?!

No tak. Kaczka ...

Najbardziej irytowało mnie to nieustanne wołanie, kiedy na brzegu pojawiła się kaczka, a nawet dwie. Buffy, o dziwo, nie doszedł bliżej niż 5 metrów, jednak jego oczy same w sobie wskazywały na gotowość do zabawy w berka. Jednak zamiast Miry - był Buffy, a zamiast rybki - ptak. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób.

Na brzeg wypłynęły dwie kaczki, rozglądając się za Bóg wie czym. Buffy radośnie biegając z piłeczką w pysku (będąc na przedłużanej smyczy), w ułamku sekundy upuścił piłeczkę, przemieniając się w posąg. Cicho "powarkiwał", patrząc uważnie na ptaki. 


- Buffy, chodź!
- Grrrr...
- Buffy, mam coś dla Ciebie! -lekkie przyciągnięcie-
- Grrrr...
- Buffy, popatrz!
- Hm?
- Widzisz? Mam kosteczkę, chcesz?

W jednej chwili Buffy przybiegł do mnie, patrząc na kość tym maślanym wzrokiem:

Już jestem. Zrobię wszystko, co chcesz, tylko daj mi tę kość.

W drodze powrotnej zaczął padać deszcz. 
Buffy szedł tuż obok mnie, aby nie zmoknąć. Psiak miał już dość wody, chciał byle jak najszybciej dojść do domu. Dotarliśmy w całości.. mokrzy. Po dotarciu Buffy, jak każdy mokry pies, zaczął energicznie się trząść. Tym razem ucierpiały moje ubrania, będąc ochlapane wodą z sierścią Buffiego. Ale cóż, po tym spacerze zasługiwały na porządne pranie ;)

Brak komentarzy

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.