Wrześniowe nowości

A więc wakacje skończone.. Nadszedł czas na podjęcie się kolejnego etapu, mianowicie dziesięciu miesięcy przepełnionych nauką. Co prawda nie brzmi to zbyt zachęcająco, zwłaszcza po dwóch miesiącach wypoczynku i zabawy. Ma to swoje plusy i minusy, w których przeważa mniej czasu dla pupila. Mam nadzieję, że mimo siedmiu godzin mojej nieobecności w domu, nie zaniedbam tego, co udało mi się zrobić w te wakacje.

 
Przed początkiem roku szkolnego, usiłowałam nastawiać się optymistycznie. Oczywiście w znaczącym stopniu pomogła mi Mirka, która podnosiła mi poziom szczęścia. "I stało się.."
Szkoła okazała się całkiem całkiem, w tym życzliwi nauczyciele i wspaniali znajomi. Na razie nie mam zastrzeżeń, oprócz regularnych zakwasów po w-fie. Trzeba się przyzwyczajać, wkrótce będzie ich jeszcze więcej. ;)


Ale nie chcę Wam psuć humoru szkołą, chciałabym opowiedzieć Wam co słychać u Mirki.

Ostatnio bardzo się ubrudziła, okoliczności nieznane. Z pewnością nie chodzi o tarzanie się w padlinie.. O nie, nie. Tak czy siak, Mirkę czekała solidna kąpiel, która okazała się dla niej wyjątkowo przyjemna. Zachowywała się wtedy niczym marionetka, którą można dosłownie sterować. To było bardzo zaskakujące..
 Tak wyglądała w trakcie kąpieli:



A tak po jej całkowitym ukończeniu. 
"Nie martw się, nic mi nie jest. Możesz dalej głaskać.."



Czas na otrząśnięcie się. Nie wspomnę o zamoczonych ubraniach, to wyłącznie szczegół..



Tak, tak. Osobiście przyznaję się do tego, że podczas kąpieli mój pies jest przywiązany do gałęzi. Nie jest to dla mnie nowością, ponieważ Mirka rzekomo nie ma wstępu do kąpieli w wannie wyłożonej matą antypoślizgową. I GDZIE TU SPRAWIEDLIWOŚĆ? 



Prócz kąpieli, nic szczególnego się nie wydarzyło.
Mirka opanowała "hop" przez koło.. Ciągle szuka kości, którą zakopała kilka dni temu..
Zaczęła mnie witać wielkim uściskiem po siedmiu godzinach nieobecności..
 Nadrabiamy socjalizację w terenie, Mirka ma coraz więcej do czynienia z innymi ludźmi i zwierzętami. Na razie idzie to w dobrym kierunku. 


Zwykła, szara codzienność. Ale mam też wiadomości ze świata moich zajęczaków.
 Otóż Fionka i Rysiek są oficjalnie przyjaciółmi. Podczas jednego ze spacerów po ogrodzie, zaczęli nawiązywać kontakt. Obwąchanie zaliczone. Po nim nastała zabawa w berka i chowanego, a na pożegnanie najbardziej uroczy uścisk, jaki kiedykolwiek widziałam.. Na szczęście miałam przy sobie aparat.


3 komentarze:

  1. Oj gdyby mój tak dał grzecznie się wykąpać..:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam gdy kiedyś wspominałaś iz masz około 9 królików.
    Teraz tak patrzę, że w reszcie groamdki są raptem 2 króliczki.
    Nie starczyło miejsca na opis pozostałych królików, już ich nie masz czy co się stało? :)

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałam, ponieważ nie miałam dostatecznej ilości czasu.
      Została mi tylko Scarlett (Fionka). Reszta królików ciężko zachorowała.

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.