O powrocie, zabawach i spaniu gdzie popadnie.

W ostatnich dniach miałam przyjemność zobaczyć góry. Wróciliśmy pełni nowych przeżyć i zapału do pisania. Niestety, po raz kolejny byliśmy bez Miry.. a moglibyśmy, jednak dopiero w ostatnim dniu dowiedziałam się, iż apartament w którym mieszkaliśmy, był przyjazny psom. Na tą informacje całkowicie mnie zamurowało, nie mogłam nic powiedzieć. Skomentuję więc moją postawę słowami "Ja to mam szczęście..". Wędrówka bez psa to wędrówka na jednej nodze. Tak więc, gdybyśmy dowiedzieli się o tym przez wyjazdem, aniżeli po, Mira też zobaczyłaby te widoki. A było co podziwiać.


Na temat wyjazdu to raczej tyle, teraz pora na co nieco o "Mirkowych odpałach". Mogę śmiało powiedzieć, że jest to pies mocno niezrównoważony w niekoniecznie złym sensie. Ostatnio to ona najbardziej poprawia mi humor. Za to ją kocham. :D

Przykładowo po zrobieniu tego zdjęcia zostałam stratowana..

Ale po tym z resztą też..

Ogółem, zauważyłam, że coraz więcej się bawimy. Rok temu nie pomyślałabym nawet, że zabawa z Mirą stanie się kiedykolwiek możliwa. A tu wielce zdziwienie, bo do wyjątkowo długiej zabawy wystarczy zwykły kij lub piłka. To już zależy od samopoczucia mojego i Miry, bo są dni, w których nie chcemy na siebie patrzeć. Na szczęście takich dni jest już coraz mniej, bo Mira staje się bardziej żywiołowym psem. 
Z tego co mi wiadomo, taki okres występuje u dość młodych psów, które mają o wiele więcej chęci do zabawy. Pomyśleć, że Mira w wieku "nastoletnim" w ogóle nie pojmowała sensu bawienia się.. To dziwny pies. Bardzo dziwny..

Z racji tej chęci do zabawy, coraz częściej wbijam sobie do głowy zakup zabawki, która nie znudzi się Mirze i nie polegnie jej kilkutonowym zacisku szczęki. Mam już jedną zabawkę na oku, ale co to będzie - zobaczycie sami. To znaczy mam nadzieję, że zobaczycie, bo wybieram się do sklepu i wybrać się nie mogę. Zawsze znajdzie się coś, co owy plan mi pokrzyżuje, ale to są już przypadki z życia wzięte. Mimo wszystko miejmy nadzieję, że do tych zakupów dojdzie w najbliższym czasie, a mam na myśli ferie.


Dobra smycz? Peeeewnie!

W serii moich "Mirkowych Obserwacji" znalazło się spanie w różnych miejscach i okolicznościach. Bo w końcu po męczącym treningu odpoczynek musi być, tak? Właśnie. Mira ostatnio zrobiła sobie drzemkę ze smyczą w buzi. Co ją do tego skłoniło? Naturalnie "męczący trening", który okazał się kilkuminutowym szarpaniu smyczy, tak jak na poprzednim zdjęciu. Autentycznie, na zdjęciu poniżej Mira śpi, co jakiś czas pochrapując. Niby takie urocze, ale wyjęcie smyczy z zaciśniętych Rottkowych szczęk nie wchodzi w grę, zwłaszcza, jeśli zabawa była krótka, a wytrwała. Co innego, gdyby żucie trwało kilka godzin, a byłoby mało intensywne. Wtedy wyjęcie smyczy nie sprawiałoby żadnego kłopotu. A oto i zdjęcie:


Tak więc, jeśli dalej smycz będzie żuta, będę zmuszona kupić nową, bardziej wytrzymałą smycz. Nie zapomnę też o upragnionej zabawce. :) Pozdrawiamy, Wiktoria z Mirą.

6 komentarzy:

  1. Tez byłaś w górach! :D Tyle ze ja byłam z Shira. Niestety nie wiem jak to jest gdzieś wyjechać bez psa bo zawsze wszędzie z nią jeżdżę ale chyba będę ją smuszona zostawić, jak będę lecieć do Francji :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też jadę do Francji. W wakacje na 7 dni. Wycieczka szkolna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny bardzo wciągający post, czytałam go z wielkim zaciekawieniem. :)
    Niby długi, a tak na prawdę krótki. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi. To chyba najdłuższy post na tym blogu, ej XDD

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.