Pierwsze kroki w wodzie




i inne nowości. 
Prawdę mówiąc myślałam, że na "pływanie" przeznaczę cały post, jednak nie jestem wyposażona w wystarczającą ilość zdjęć (dziękuję mojej umiejętności szybkiego usuwania).. Kiedy zobaczyłam, że zdjęć w wodzie pozostało..  - ech.. nie jestem w stanie tego napisać - to przez dobre 10 minut nie mogłam nic powiedzieć, bo zdjęcia na prawdę mi się podobały i chciałam je tutaj wkleić. Ale cóż, z pewnością nie był to nasz ostatni wypad nad jezioro, więc myślę, że jeszcze nie raz na blogu ukaże się pływające cielątko. ;)

     Przejdźmy jednak do sprawy z tytułu posta. :D
Pierwszych kroków w wodzie podjęłyśmy się w Dolinie Pacynki.
Z racji, że to dopiero początki, wybrałyśmy miejsce, gdzie woda była w miarę płytka.. 
No, płytko nie było. Ale głęboko też nie :"D W każdym razie Mira poszła na łatwiznę i nie było momentu oderwania łap od podłoża. Myślę jednak, że i taki moment jeszcze przyjdzie (całkiem niebawem, bo wybieramy się na głębszy zbiornik, niż Pacynka).


Gdyby tydzień temu ktoś powiedziałby mi, że Mira wejdzie samowolnie do jeziora, dostałabym ataku śmiechu. Mira nie miała kontaktów z wodą, każdy zbiornik omijała wyjątkowo ostrożnie, byleby nie wpaść w sidła okropnej, jakże śmierdzącej i strasznej.. WODY. W sumie jeszcze nie mogę uwierzyć, że mój psiak zrobił te kilka(dziesiąt) kroczków, ale z drugiej strony jestem tak szczęśliwa, że chętnie i teraz wybrałabym się z nią nad jezioro. :D

Dobra, ale jak to się stało?
Mirę nie przekonały piłki, szarpaki, kongi, smakołyki, patyki, piszczałki [tak, specjalnie przyniosłam cały nasz zestaw, byleby tylko psina zamoczyła łapy]. Przekonało ją moje przywołanie. Tu również nie mogę uwierzyć, choć jestem pod ogromnym podziwem Miry, że pokonała swój lęk byleby tylko wykonać komendę.. Nawet bez smakołyka, tylko w zamian za głaski, buziaki i ogólnie moją euforię. Wzruszyło mnie to :")

Dobra, matka, idę.. Albo, nie! Ja skaczę, a Ty mnie złap!

Ej, matka! Ta woda chyba mnie lubi!

To tyle, jeśli chodzi o stąpanie po dnie jeziora, którym tak bardzo się jaram, gdyż taki widok miałam okazję zobaczyć po raz pierwszy w przypadku Miry. Nie wiem, jak było u Was, ale u mnie całe to wydarzenie wywołuje szeroki uśmiech na twarzy. :)

     Fakt faktem, ten post miał dotyczyć wyjazdu do miasta, ale myślę, że mi wybaczycie. :/
Ukaże się on jednak zaraz po publikacji tego posta, a więc niedługo.
Co jeszcze mamy w planach?
- post z filmiiiikieeeem :DDDDD 
- DiY dotyczące polarowego szarpaka (i innych wersji tej zabawki)
- no i oczywiście wspomniane już PŁYWANIE
Inne posty to już sprawa weny, która ostatnio przychodzi mi zbyt szybko. :D

No i teraz nasze niedociągnięcia..
 
R E S O C J A L I Z A C J A
Tu idzie nam opornie, jednak Mira coraz lepiej reaguje na inne psy. Chodzi mi tu o większą obojętność, chociaż i to było długo ćwiczone. Nie jestem jednak przekonana do spotkania z innymi psami bez kagańca i smyczy - na tę chwilę jest to niemożliwe.
Nasz resocjal miał jednak lepsze strony, postaram się opisać je w kolejnym poście.

F O R M A
Nie widać większej różnicy, aczkolwiek widoczniejsze stają się mięśnie. Ciągnięcie opon jest częste, ale nieregularne, więc musimy popracować nad systematycznością. To jest moim największym utrapieniem - brak przysłowiowego kopa. :/

Dzięki za zdjęcie z moim "pitbullem" ^^ XD

S Z T U C Z K I
zdecydowanie się lenimy, a raczej zmniejszamy czas treningów do minimum. Skupiamy się bardziej na dwóch poprzednich sprawach, więc sztuczki jak na razie poszły w odstawkę. Nie oznacza to jednak, że nie trenujemy. Mówiąc jaśniej - robimy sesje ćwiczeniowe używając starych sztuczek, jednak są one rzadsze, niż wcześniej.


I to, co udało nam się doszlifować lub wyćwiczyć, czyli..

Z D J Ę C I A
Na to poświęcam coraz więcej czasu, co skutkuje częściowym polepszeniem zdjęć. Zaczynam ogarniać ISO, rozmywanie, kadrowanie i inne sprawy tego typu - przelewam to w praktyki. Zamierzam też chodzić na warsztaty fotograficzne i myślę, że wkrótce ten plan się zrealizuje.


P O S Ł U S Z E Ń S T W O
Częściej OBIkujemy, jestem również w trakcie czytania książki o wychowaniu, która pewne sprawy mi wyjaśnia i pomaga w eliminowaniu złych nawyków. Zostajemy również bez kontaktu wzrokowego i jesteśmy w trakcie nauki obchodzenia (nie mnie, a Miry :D).

S Z K O L E N I E   B U F F I E G O
Tutaj z Pimpusiowym starałam się wykorzystać kilka lekcji na 100%. Jako nastoletni psiak stanowi lekki upór, aczkolwiek praca z nim to wielka przyjemność. Jak na razie ćwiczymy "siad" i dostawanie między nogami.


Kończąc post, chciałabym zapytać Was, jak spędziliście ostatnie burze.
Mam nadzieję, że lepiej niż my. :"D
(3 dni bez prądu i spadające gałęzie.. :/)
Ogólnie czeka nas zdjęcie jednej, 4 metrowej gałęzi przybitej do kojca..

14 komentarzy:

  1. Gratuluje! U mnie tylko Yuki lubi moczyć zadek. Za to Tytus tylko do momentu w którym czuje grunt pod łapkami. Kilka razy wpadł do wody i cos tam powoływał, ale nie za fanie to wyglądało a i Chudełkowi to sie nie spodobało :D dzieki Bogu moje psy nie boja sie burzy, aczkolwiek łaszą sie bardziej. :)
    Pozdrawiam, tytuch.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedactwo ;"D
      Mirka nigdy nie wpadła do wody przypadkowo, ale za to na spacerze sama zaczęła wskakiwać do jeziorka. :D
      Oj, gdyby ona nie bała się burzy.. Ostatnie przeżycia z piorunami na szczęście przetrwała mi na kolankach w czasie naszej wycieczki ;)

      Usuń
  2. Fajnie, że powoli przekonuje się do wody :). Ja mojego muszę wręcz hamować, bo z roku na rok robi się bardziej odważny, w te wakacje zaczął nurkować chociaż wcześniej rzadko się to zdarzało. A jak płynie, tylko piszczałką jestem w stanie go przywołać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D
      U nas (jeszcze) nie ma problemu z przywołaniem w wodzie, Mira jako nowicjusz stara się być jak najbliżej mnie :).

      Usuń
  3. Dobrze że przekonujecie się do wody. U nas jest taki problem (a mam labradora) że nie zamoczy się bardziej i nie popłynie gdy brak gruntu pod łapkami. Niby labrador i pływanie miał mieć we krwi, no ale staramy się przekonywać. Zobaczymy jak nam to wyjdzie z czasem.

    Pozdrawiamy Wiktoria&Fado
    Zapraszamy do nas: KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, wszystko się zdarza. :/
      Życzymy sukcesów. Myślę, że kiedy Fado przekona się do wody, będzie pływał szybciej, niż niejeden inny psiak. :)

      Usuń
  4. No wiesz, dla mnie pies w wodzie to norma. Ale gratuluję Mirze.
    U nas przez te nawałnice nie było prądu 10 godzin. Burza ogromna, a raczej trąba powietrzna. Mieszkam w takim regionie, gdzie burze były najbardziej dostrzegalne w całej Polsce. Zerwane dachy, poprzewracane sklepy i kioski, to u nas ostatnio norma.
    Fajnie spędzacie czas w wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trąba powietrzna? Boże, nic się Wam nie stało? :O
      U nas takie wydarzenia były nowością, nigdy przedtem takie "coś" nie było widoczne. Miejmy nadzieję, że był to ostatni raz, kiedy przez kilka dni nie można było wyjechać autem do innej ulicy (leżące drzewa) i byliśmy pozbawieni prądu..

      Usuń
    2. Tak, trąba powietrzna. Przeszła koło nas. Była wieś od nas. Czyli 800 m od naszego domu.
      Na szczęście nam nic się nie stało, za to naszej sąsiadce trampolina wylądowała 300m w stawie. Ale to naprawdę norma.

      Usuń
  5. Jej kolejny pies powoli staje się wodomaniakiem - Abi baardzo się cieszy :D My zamiecie przeszłyśmy bez większych uszczerbków, ale i tak stresu najadłam się co niemiara. Za to Abi smacznie sobie spała ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja cieszę się wraz z Abi :D
      Szczęściara. ;) Mira wszystko oglądała z wielkim przerażeniem na oczach :/

      Usuń
  6. Ogarnięcie przez niektóre psy, że woda nie jest niczym strasznym to nie lada wyzwanie.
    Choć w naszym przypadku akurat tak nie było. :D
    Ale Wam gratulujemy, że Mira pokonała swój lęk. :)
    ccWidzę, że realizacja niedociągnięć także idzie w dobrym kierunku.
    Oby tak dalej! :)c


    Swoją drogą zapraszamy na właściwie podobny post do nas.
    ruby4x4.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie był to pierwszy przypadek, kiedy to pies bał się wody. Pozostała siódemka uwielbiała się kąpać, był to ich drugi żywioł :D
      Dzięki, wpadamy ;)

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.