Bulteriery, Pekińczyki i świstaki..

czyli garść kolejnych nowości.


    Z góry przepraszam za moją przerwę w blogowaniu, aczkolwiek korzystając z ostatnich dni wakacji, wybrałam się na wycieczkę. Spędziłam kilka dni w miasteczku w uzdrowisku świętokrzyskim, niestety bez Miry. Psina tymczasem została z najbliższą rodziną, a ja codziennie dostawałam przedziwne informacje, których pozwolę sobie nie wspominać. W każdym razie Mira po prostu zaszalała.. :D

* * *

    Już w pierwszej chwili pobytu brakowało mi jakiegoś zwierzaka. Na szczęście nie trwało to długo. Okazało się, że wraz z nami mieszka dosyć spora gromada zwierząt, w tym koty, kury, papugi i... pies. Bulterier w dodatku, czyli moja prawie że ulubiona rasa :). Niestety nie wszystkie zwierzęta udało mi się sfotografować, ale nic straconego, bo czas wśród tych zwierzątek spędziłam z należytą radością i miło wspominam te kilka dni. Pierwszego dnia o wieczornej godzinie wybrałam się z Bullowatą na spacer. Trzyletnia sucz wabi się Neska i jest najwspanialszym Bullowatym, jakiego miałam okazję poznać. Okaz spokojnego i stanowczego charakteru, a zarazem istnego ładunku, który na widok szarpaków zaczyna eksplodować. Muszę powiedzieć, że to po prostu coś pięknego, jednak należy zachować odległość (czyżby kłania się żółta wstążka?), bo psiak lubi skakać i trącać łapami - w ramach radości. No cóż, psy mają różne metody wyrażania uczuć, niekoniecznie bezpieczne. :P

Nie przedłużając, zapraszam do obejrzenia zdjęć. :)









* * *

    Powrót do domu był chyba najcudowniejszy, zważając na fakt, że "zobaczę Mirę". Nie wiem, czy i u mnie pojawia się lęk separacyjny o.O :'D. W każdym razie nasze powitanie było bardzo uczuciowe i nie obyło się bez skoków i okupowania mojej twarzy psią śliną. Taaak, to było coś.. :'D Ogólnie Mira trzyma się dobrze, zauważyłam u niej większy zapał na zabawki - cóż, w końcu mnie nie było. Kto jeszcze myśli o aporcie i szarpaniu? :P



* * *

    Kolejnego dnia po moim powrocie życie znów nabrało tempa. Dostarczono mi upragnioną gitarę elektro-akustyczną, którą nie mogłam się zbytnio nacieszyć, gdyż za 2h miałam już być w mieście i porobić coś ze Złotym. Wymiana strun, wygranie kilku akordów.. i w końcu szykowanie się. Poszliśmy do kafejki, gdzie niedługo miał zjawić się Goldie. Tak też się stało i wyszłam z nim na godzinny spacer po mieście. Wstępnie miał trwać tylko 20 minut, ale Złoty zachowywał się jak po wypiciu kawy i nie można było wrócić z nim "od tak, po prostu". W sumie wyglądało to tak: zrobiliśmy okrążenie z Goldiem i moim bratem, które trwało te 20 minut. Wróciliśmy do kafejki, jednak Złoty ciągnął w stronę ulicy, a będąc w środku skowyczał. Tak też ponownie okrążyliśmy okolicę (już bez brata na szczęście :'D), jednak ten wypad trwał 40 minut. W powrocie Goldie wykazywał odrobinę zmęczenia, ale po drugiej stronie ulicy szła matka z dzieckiem, co ożywiło w nim "Syndrom Nanny Dog". Psiak nie chciał ustąpić i zaczekał, aż dziecko przejdzie przez ulicę i wtedy będzie mógł zobaczyć je z bliska. Chłopczyk na widok psa w piżamce było tak samo uradowane na widok Goldiego, jak i Goldie na widok dziecka. Matka nie miała nic przeciwko i powitanie trwało dłuższą chwilę. Trudno opisać słowami jego miłość do dzieci - to coś cudownego.


Tu z bratem. ;)

Niestety, psiak o złotym sercu ma stwierdzonego tłuszczaka, a weterynarze są bezradni. Mam jednak szczerą nadzieję, że Złoty wróci do zdrowia i wszystko będzie tak, jak dawniej..


* * *



    Wieczorem wybrałam się na koncert grup Golden Life i Just In Case. Do tej pory słyszę niesamowite dźwięki gitary, której brzmienie tego wieczoru rozpływało się po całym parku. Na koncercie spotkałam znajomych i ich psa, a po północy poszliśmy do domu.. Psina szybko odnalazła się w nowym otoczeniu i pokazała, że nawet tak drobny Pekińczyk, w dodatku po przejściach, nie ma ograniczeń i jest w stanie zrobić dużo. 

 Jak na pekina dość lekki.. Nie chodzi mi tu o samo obcięcie, 
ale jest po prostu lżejszy, jeśli miałabym porównywać go 
z większością obecnych przedstawicieli tej rasy.
Btw widzicie te mięśnie? :D

O co dokładniej mi chodzi?
Fiś (Tofik, Tofiś) to trzyletni pies, który urodził się z wadą genetyczną, przez co jego pierwsi właściciele chcieli go uśpić (tak, ludzka logika.. ._.). Od tego uratowali go moi znajomi, którzy go przygarnęli, jednak nie był to koniec. Wkrótce Tofika potrąciło auto, paraliżując jego tylne łapy. Po miesiącach rehabilitacji wrócił do normy, ma się dobrze i wykonuje sztuczki, biega, skacze, odbija się od nóg.. Co Wy na to? :)



Od początku nie oszczędzał czułości. Pierwsze godziny spędził na zmianę przed oczkiem aparatu oraz obok mnie, wtulając się i wykonując znane mu sztuczki. Potrafi zostawać, siadać, leżeć, przybijać piątki, odbijać się od nóg, aportować, i co najważniejsze - tańczyć! :D Muszę się przyznać, wbrew temu, że małe psy nie są moimi faworytami, to Pekińczyki trafiają na listę moich ulubieńców, a przynajmniej Tofik, bo miejsce na podium jest mu zasłużone. :)

What what whaaat? :O

i takie niczego sobie porównanie..

Kiedy skończyliśmy ćwiczenie sztuczek, wzięłam z półki starą zabawkę. Możecie się domyślić, że chodzi o świstaka :D. Nie mogłam się oprzeć, żeby dać go Fisiowi, wstępnie na czas "określony". Później jednak byli ze sobą tak zaprzyjaźnieni, że razem chowali się pod biurkiem, zwiedzali mieszkanie, a nawet spali obok siebie. Nie pozostało mi nic innego, niż dać psu zabawkę, bo kiedy znikała ona z oczu Tofika, to ten wpadał w dziwny stan powiązany pewnie z depresją.. W końcu czego się nie robi? :'D

Dowód?

 


 Taa.. :D
A Wy, jak spędzacie wakacje, a w prawdzie ich.. koniec? :/

18 komentarzy:

  1. Jakoś nigdy nie przepadałam za bullkami, to psy nie dla mnie :)
    Szkoda, ze wakacje już się kończą. Nic nie trwa wiecznie :)
    | thindogs.wordpress.com |

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, bullki nie są psami dla każdej osoby.
      Trzeba wykorzystać ostatnie chwile.. :)

      Usuń
  2. Nie przepadam za Bulterierami, tzn. nie chciałabym go mieć, ale popatrzeć można ;)
    Fajnie, spędzasz wakacje, a zdjęcia to robisz coraz lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam do tych psów sentyment, to wszystko tłumaczy :)
      Dzięki, staram się. ;)

      Usuń
  3. Rzeczywiście śliczny bullek. A i te zdjęcie z krajobrazem biutiful ( XD ). Ja na początku myślałam, że to shih-tzu. Piękny ten Fiś, miś jak mu tam. A co do Goldie'go mam nadzieję ,że wróci do formy. Pozdrów go od nas. Zapraszamy dziennik-labow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam bullterriery, ten ze zdjęcia jest prześliczny :D Żółta wstążka? Nie wydaje mi się. Skakanie z radości nie jest niczym poważnym i lepiej pracować nad tym z psem niż używać żółtej wstążki aby wyminąć się od problemu... Co do tłuszczaka - to nic strasznego. Psom najczęściej się je usuwa a jesli nie to nie powodują szczególnych komplikacji. Dlatego trochę nie rozumiem dlaczego "weterynarze są bezradni"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, jednak wstążka jest moją propozycją, podczas gdy pies jest oduczany. Pewnego razu Neska uszkodziła komuś łuk brwiowy swoim skokiem, dlatego trochę więcej miejsca się przyda.

      Jeśli chodzi o Goldiego, nie wiem, czy doczytałaś w poprzednich postach, ale jest starszym psem i w dodatku po operacji. Kolejna byłaby zbyt ryzykowna, dlatego weci rozkładają ręce..

      Usuń
    2. Czytam twojego bloga od niedawna, także nie do końca orientowałam się co do Goldiego..

      Usuń
  5. Mam duży sentyment do Bulterierów, bo będąc wolontariuszką w schronisku strasznie polubiłam się z przedstawicielką tej rasy :) Zawsze oczekiwała na spacer i cieszyła się jak mało kto :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Nesią było inaczej, trzeba ją było zachęcić do spaceru. W końcu właściciel pozostał w domu :P

      Usuń
  6. Za Bullkami nie przepadam, gustuje w innych rodzajach psów, ale ten tutaj jest ładny. ;)
    Śliczny pekińczyk, moja ciocia ma suczkę tej rasy.
    Szkoda, że wakacje dobiegają końca... :(
    Pozdrawiamy! :)
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem.
      Pekińczyk jest zaraz po Mirze moim oczkiem w głowie, niedługo nawet psiaki się spotkają. Jestem chorobliwie szczęśliwa :) Wpadniemy ;)

      Usuń
  7. Bulle, to dość fajne psy, ja akurat znam człowieka z miłym (tj. podobnym charakterem do mojego psa, czyli cześć pa pa) staffikiem i do tej rasy mam większy sentyment. Szkoda końca wakacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze staffikami nie miałam jeszcze do czynienia, więc wypowiedzieć się nie mogę. Z pewnością są równie sympatyczne, co inne TTB :D

      Usuń
  8. Nominowałam Cię do LBA - rudykundelek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.