Tropienie + Nowi członkowie gromadki!

Jest już coraz lepiej. No, po za tym, że jestem chora, ale nie ma co, nie poddajemy się. :)
Korzystając z okazji, że upały powoli się kończą, a nasze relacje pies-przewodnik się poprawiają, postanowiłam spróbować z Mirą czegoś nowego, aby urozmaicić trochę naszą letnią rutynę. Tym bardziej, że wakacje się kończą, a my robimy w kółko to samo. :P

Tym "czymś" okazało się tropienie w naszej okolicy, a co za tym idzie - wyprawa. Zanim jednak rozpocznę opisywanie szczegółów naszej wycieczki, rozpiszę się trochę na temat "must have" takich wypadów, bo bez rzeczy ani rusz! :)

To jest w sumie nasz cały zestaw spacerowy:
Obroża i smycz to podstawowe elementy spaceru. Niektórzy to lekceważą i chodzą z psami luzem, jednak mając rottweilera - za takie "wyczyny" można zostać ukaranym. Przynajmniej u nas. Nosimy dwie smycze, w razie ewentualnych uszkodzeń. Zwykłą i automatyczną.
Kagańca używamy w "miejscach publicznych", jednak w czasie trwania akcji jest on zbędny. Zwłaszcza, że chodzi o tropienie, a wtedy nos raczej powinien mieć ścisły kontakt z ziemią. :D 
Woda jest najważniejszym elementem must have letnich wypraw, o czym Wy również pamiętajcie, kiedy wybieracie się gdzieś z psem. O misce już nie wspomnę. ;) Zabawki nosimy zważywszy na fakt, że Mira uwielbia się bawić i jej ulubiona różowa piłeczka jest niepokonanym środkiem uspokajającym - w razie wypadków. Smakołyki to wyłącznie postać nagrody, jeśli ulubiona różowa piłeczka straci wartość, chociaż raczej w to wątpię. ;) Kiedy czas na odpoczynek, a wokół trawa z małymi, chodzącymi żołnierzykami, niezawodnie sprawdzi się kocyk. A propo aktywności na zieleni, należy jeszcze wziąć worek na ewentualne niespodzianki. :D Żeby uwiecznić niektóre momenty, zabierzemy jeszcze aparat ... i to raczej wszystko. 

W sumie, zastanawiam się nad tym, czy lepiej jest chować te wszystkie akcesoria do plecaka, czy kupić psie juki, które widnieją na poniższym zdjęciu (Hurtta Trail Pack). Jednak biorąc pod uwagę, że pies będzie niuchał przez większość czasu - warto?
Liczę na Wasze opinie w komentarzach. W tym temacie jestem zielona. :P


Ach, chcę jeszcze podziękować L. za to, że zdecydowała się z nami pójść. 
Tak więc - wielkie dzięki! :)
Z racji ochłodzenia, wyszłyśmy około 17tej i pierwszym punktem zwiedzania było pobliskie pole, na którym aż roi się od śladów i tropów. Na pierwszy ogień poszedł intrygujący dla Miry zapach, którego wyczuła wraz z wejściem na pole - co było przewidywalne, dlatego kilka chwil wcześniej zmieniłam smycz na automatyczną. Mira lubi ciągnąć, zwłaszcza, kiedy złapie trop.


Po drodze napotkałyśmy Mikusia, o którym wspomniałam jakiś czas temu. Mira jednak nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi, lecz szła z nosem w trawie. Wszystko wciąż działo się na polu, które Mira przeczesała w każdym miejscu. Ostatecznie nic nie znalazłyśmy. Myślałam nawet, że na tym zakończymy podróż, ale sucz złapała kolejny trop i ciągnęła jeszcze bardziej.

Idąc za tropem, Mira dotarła do.. sąsiedniej wsi.. przez las.. 
Na szczęście droga była "czytelna", a ja miałam w kieszeni komórkę, która w razie czego pomagała mi odnaleźć się w tym gąszczu. Było mi trochę szkoda, że nie wzięłyśmy obroży przeciwko kleszczom, ale na szczęście, nic nie przyczepiło się do Miry. Jeszcze raz wielkie dzięki dla L., że nie wybuchła, kiedy byłyśmy już w środku lasu. :DDD

Trop urwał się, kiedy znalazłyśmy się obok jakiegoś rowu. Wprawdzie nie wiem co o tym, myśleć, ale mam nadzieję, że tropienie będzie niedługo kontynuowane. Chcę też sama je zorganizować, bo tą wyprawę zapoczątkowało jedno odkrycie na polanie, którego dokonała Mira. Po drodze psina wyszukała kilka przedmiotów, jednak nie sądzę, żeby ich zapach ciągnął się od polany odległej o jakiś kilometr. (chociaż kto wie? :"D)



Wróciłyśmy do domu półżywe, koło 20tej. Ja z brudnymi ubraniami, a Mira z jeszcze bardziej "aktywnym" nosem. Oto, co wydarzyło się następnego dnia, kiedy wypuściłam ją na poranne spacerowanie po podwórku..

Tu pojawi się zdjęcie.. ;D

Odchodząc od tematu, chcę Was poinformować o tym, że do pamiętnika oficjalnie dołączają kolejne postacie, a są to Czarny Kot, Biały Kot i Goldie. :)

Czarny Kot do dorosły dachowiec o przeszywającym spojrzeniu i symbolicznych "podbitych oczach". Są one spowodowane bójkami. Ci, którzy mają niekastrowane samce, w dodatku niewychodzące - wiedzą, o co chodzi. ;)

Jest jeszcze Biały Kot, jednak chciał pozostać anonimowy, ale nie na długo. ;)


Pytanie: Kim jest Goldie?
To psi senior, Golden Retriever, jak można się domyślić. 
Przez najbliższe tygodnie będzie on nosił takie oto ubranko, spowodowane chorobą skóry. Jest on ograniczony ruchowo, jednak kiedy całkiem wyzdrowieje, powrócimy do aktywności. Życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia! :)

15 komentarzy:

  1. Już myślałem że wzięłaś dorosłego belga, jak tego na zdjęciu. Czarny ma być wykastrowany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chciałabym :')
      Mam taką nadzieję i już rozmawiałam o tym z właścicielką. Wstępnie nie ma nic przeciwko, a nawet jest za, bo po prostu szkoda kota. Zwierzaki moje nie są, jednak przez najbliższy czas będę się nimi zajmować.

      Usuń
  2. Fajnym pomysłem będzie, taki ''plecaczek'' na psa.
    Jak zwykle, super zdjęcia :)
    Tzn. że Goldie jest Twój?
    Po samym opisie widać, że Mira wkręciła się w tropienie, ciekawe co będzie dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, mógłby się przydać ;P

      Goldie typowo mój nie jest, jego opieka jest na zasadzie opieki nad Buffym. ;)

      Usuń
  3. Dużo zdrowia życzę :)
    Co do plecaka dla psa, to u moich burków tego nie widzę, wole jednak ja mieć plecak na sobie.
    Wytrwałości w opiece nad zwierzątkami!
    | thindogs.wordpress.com |

    OdpowiedzUsuń
  4. Też myślałam, że o Belga chodzi. :P
    Fajnie, że mogłyście sobie pozwolić na taką wyprawę. Może niedługo odkryjecie nowe, niezamieszkałe miejsce, w końcu psi nos jest niezawodny. :D

    Przez ,,nowi członkowie gromadki" mam rozumieć, że te oto zwierzaki mieszkają razem z Wami pod jednym dachem, na stałe? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No serio? :'D

      Rodzina zaadoptowła, zwierzaki są u nich. Ja pełnię funkcję opiekuna od wychodzenia na spacery i szkolenia. Jestem ciocią B)

      Usuń
    2. Serio, serio. :D

      Ok, rozumiem. Dlatego spytałam, bo zdziwiłabym się gdyby mieszkał u Was skoro Mira nie jest wysterylizowana no i z innych przyczyn, ale tutaj nie będę o tym wspominać. :)

      Usuń
  5. Plecak niby fajny, ale jak zam moje psy, to po spacerze w lesie plecak byłby w częściach.
    Tropienie to super sprawa, aż mi się zachciało spróbować z moimi burkami.
    Ale w każdym razie powodzenia, wytrwałości i siły w rękach i nogach, na takie wycieczki.
    Zapraszam na bloga
    http://prawiejakhusky.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przemyślałam tego, dzięki za uwagę. :)
      Potwierdzam. Świetnie jest widzieć, jak we własnym, flegmatycznym i leniwym molosie ożywa wyżeł. :P
      Dzięki za wsparcie. Siła w kończynach zdecydowanie się przyda. ;)
      Już wpadamy.

      Usuń
  6. O sweet jest ten Goldi. Na początku ( jak było pierwsze zdj. ) myślałam, że masz belga. Haha. Pozdrawiamy i zapraszamy dziennik-labow.blogspt.com

    OdpowiedzUsuń
  7. My też pomyśleliśmy że masz belga xd oj chciałoby się chciało :)
    Fajnie że spodobało się wam tropienie, rozwijajcie się w tym kierunku.
    Bardzo fajny plecak, ale u nas by się na bank nie sprawdził. Po zdjęciu byłby w opłakanym stanie...
    Ale może u was przeżyje :)
    No nie powiem ładny ten belg oj ładny :D
    Pozdrawiamy
    http://niszczycielsko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.