Zaufanie, atak, obrona.

Zaufanie
,,to świadomość, że ktoś może Cię skrzywdzić jednym łatwym
ruchem i stuprocentowa pewność, że tego nie zrobi."


Ostatnio dużo mnie naszło na filozofowanie wokół relacji między Mirą, a mną. Przyczyniły się do tego ostatnie zdarzenia, które po kilku latach wróciły i znów dopominają się o chwilę uwagi. Kilkukrotnie narażałam się na niebezpieczeństwo. Kilkukrotnie spotykałam ludzi, którzy właśnie przed tym mnie ostrzegali. I zdaję sobie sprawę, że Mira jest ode mnie znacznie silniejsza. Gdyby mogła, to oderwałaby mi rękę bez zbytniego wysiłku. Wystarczy tylko spojrzeć na to, jak wyglądają nasze zabawy siłowe i z jakim entuzjazmem wygrywa ze mną w przeciągankach. Ona uwielbia wygrywać, ale jest to prędzej jej hobby, niż maczeta, którą zamierza wybić całe ludzkie społeczeństwo. Dlatego też tak często to ćwiczymy - bo lubię patrzeć jak jest szczęśliwa i chcę, żeby pamiętała nasze wspólne chwile w jak najlepszy sposób.


Syndrom B.N.B. - Bardzo Nieokrzesany Byczek

Nierzadko zdarza się, że Mira w zabawie powarkuje, rozpędza się i wpada we mnie niczym strzała, skacze na mnie, czy też wciera się w moją szyję i wpada w manię zdziczałego lizania. Czasem nie wiem, co o tym myśleć, bo Mirze niewiele brakuje, żeby przegiąć pałę, przez co to ja muszę ją kontrolować. Ona tego nie potrafi, a dla mnie jest to dosyć trudne zadanie. W pierwszych tego typu przypadkach z tyłu głowy towarzyszyło mi ogromne przerażenie, bałam się. Mam jednak świadomość, że pies doskonale zdaje sobie z tego sprawę, chociażby po pocie, drgającym głosie czy przyspieszonym biciu serca. Wtedy muszę zachować spokój, dużo mówić i starać się odwrócić uwagę Miry. W takich momentach trudno jest mówić o zaufaniu, bo przyjazny piesek w jednym momencie staje się niebezpieczny. Działa instynktownie / mózg odparowuje.. Nie wiem, jak to nazwać. Bardziej ufam wtedy sobie, że wyjdę z tego cało, niż Mirze, że sama zaprzestanie.

Po takich zdarzeniach często miewam refleksje o teorii dominacji, słowach Cesara Millana czy tej oplutej książce "Okiem psa" Johna Fishera, przy której czytaniu płakałam ze śmiechu. Ale w niektórych momentach odnoszę minimalne wrażenie, że w pewnych kwestiach mieli rację. Nie wiem jednak, czy w ogóle mam czelność wypowiadać się o teorii dominacji, bo wiem na ten temat mało. Więcej do powiedzenia mają behawioryści, którzy opanowali język psów. Ja na razie jestem na poziomie ucznia - czytam, sprawdzam, oglądam, słucham, analizuję.


Zaufanie w praktyce

Nikt w mojej rodzinie nie ufa Mirze w 100%. Zawsze zostawiają te parę procent na wszelki wypadek, takie ograniczone zaufanie. Nie wiem czy to z faktu, że Mira jest rasy agresywnej, czy może dlatego, że jest silna. A może dlatego, że po prostu jest psem? Czasem zdarzy się, że po treningu ktoś podejdzie do mnie i zapyta, czy to i tamto zachowanie Miry to może nie było atakiem, albo czy ja to mam rozum, że cokolwiek z nią ćwiczę. A ja jestem ciekawa, jakby zachowywała się Mira, gdybym całkowicie usunęła z naszego życia szkolenie. Byłaby zdziczałym, niewychowanym psem. Którego tu bardziej się bać? ;)

Ufam Mirze w dużym procencie, jednak wciąż nie jest to 100. Oczywiście wiem, że jej zachowanie i charakter są zależne od tego, jak ją wychowam, więc za wszelkie błędy odpowiadam ja. Aczkolwiek mają miejsce przypadki, kiedy nawet najlepiej wychowany pies przez jedną małą pomyłkę zjada nam palce. Ja na szczęście mam czym pisać, jednak nie oznacza to, że cały czas jedziemy na prostej drodze. Ostatnio zdarzyło nam się kilka potknięć (Ale żyję i mam się dobrze):

1# Chyba najbardziej hardkorową "przygodą" była sytuacja, kiedy to leżałam na ziemi, fotografując.. drzewa (?) i nagle podbiegła do mnie Mira. Z początku nic sobie z tego nie robiłam, ale kiedy próbowałam się odwrócić, usłyszałam warknięcie. Mira zablokowała mi jakąkolwiek drogę ucieczki, a każdy mój ruch kończył się jej zdenerwowaniem. Zaczęłam do niej mówić i ostrożnie chwyciłam ręką za kieszeń, w której miałam ciasteczka. Podsunęłam jej je pod pysk i kazałam się wycofać. Nie wiem, co by było, gdybym miała wtedy pustą kieszeń, ale pewnie byłoby bardzo ciekawie.

2# Kolejnym i równie dziwnym zdarzeniem było pewne wolne popołudnie, kiedy poszłam z Mirą biegać. Było to u naszych początków. Pierwsze kilka minut Mira biegła w równym tempie, potem nieco przyspieszyła i nagle stanęła wryta na drodze. Wszystko to działo się tak szybko, że nie zdążyłam zwolnić i wpadłam w Mirę, wywracając nas obie :'D. Mira pisnęła i już przymierzała się do kąsnięcia, ale odepchnęłam ją i na szczęście nic się nie stało. I to był koniec biegania w tym dniu, bo po tym incydencie nie chciałam nawet na nią patrzeć. Ona natomiast dość szybko się otrząsnęła i nie odstępowała mnie na krok, co poskutkowało, że w końcu się "pogodziłyśmy".



A jakieś sukcesy?

W kwestii wzajemnego zaufania możemy pochwalić się tym, że Mira w większości ostatecznie okazuje się dobrym pieskiem, a ja odzyskuję wiarę w "lepsze jutro". Doskonale obrazuje mi to sytuacja sprzed kilku miesięcy, kiedy ktoś wypuścił Mirę na niezamknięte podwórko, siedziała tam sama przed jakiś kwadrans i nie ruszyła się spoza podwórka. Kiedy moja mama wyszła z domu, zobaczyła Mirę stojącą przy otwartej bramie, zawołała ją... i Mira przyszła. Jestem tym faktem o tyle przerażona, co pełna ulgi i podziwu. To wydarzenie udowodniło mi, jak ważne jest szkolenie psa. Gdyby Mira nie była nauczona przywołania, to nawet nie chcę wiedzieć, co by się stało.


Innym przykładem może być oswojenie Miry z dziećmi, nauka pływania czy dzisiejsze wyciągnięcie Miry z rozpadającego się wagonu. Kiedy ja przeglądałam zdjęcia, ona wskoczyła tam, coś trzasnęło i szczeknęła. Podeszłam bliżej. Nigdy nie widziałam Miry bardziej szczęśliwej na mój widok.

Ostatecznie wyniosłam Mirę prawie że na rękach. Obejrzałam ją - wszystko jest na swoim miejscu. A ja doświadczyłam cennej lekcji - nigdy nie spuszczać jej z oczu. I przyznaję się, jestem idiotą. ;)
Generalnie uważałam się za osobę pechową, ale patrząc na to wszystko, to jednak mam sporego farta.

13 komentarzy:

  1. Nie potrafię sobie wyobrazić atakującej Ruby, to byłoby bardziej rozczulające, niż niebezpieczne. :'D
    Chociaż zdarzyło się, że pokazała ząbki ze strachu przed utratą jedzenia, dosłownie. Coraz częściej zaczynam doceniać swojego psa i wycofywać się z myślami, że mógłby dołączyć do niej inny, duży pies. Niewykluczone, że jeszcze się to zmieni, ale mam nadzieję, że nieprędko, bo zdążyłam już przekonać się czym tak naprawdę są pochopne decyzje.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej! Zdaje mi się, że o czymś nie wiem! :D

      Usuń
    2. Jeśli nie wiesz, że Ruby coraz częściej denerwuje mnie do tego stopnia, że mam ochotę nabyć jakiegokolwiek innego psa, to owszem... :D

      Usuń
  2. Pies to pies, i zawsze nim będzie. Nigdy nie zaszkodzi odrobina respektu - w końcu to zwierzę i nigdy nie mamy pewności jak się zachowa. Dobrze że u was niepokojące sytuacje zakończyły sie bezproblemowo. Moje futro też miało kiedyś odpadły. Głaszcząc go rzucił sie bez ostrzeżenia na moją rękę, nie chciał puścić. Skończyło się blizną na palcu. Co do Miry - jest to pies z silnym charakterem. Może zamiast zabawy w przeciąganie, co rozbudza jej emocje, powinnyście ćwiczyć opanowanie emocji?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie tylko ty nie ufasz swoim psom. Co prawda przez całe życie Buster jak i Tika nie ugryźli mnie, nie warneli na mnie ni nic, ale chodzi tu o inne zaufanie. Spuszczanie ze smyczy. Chyba nigdy nie zaufam BUsterowi w 100% , że on do mnie przybiegnie jednak to moja wina. Trzymam kciuki za was aby było jeszcze lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Rudemu ufam w większości przypadków na 100 pro. Bez smyczy nie mam pewności bo (mój błąd, którego nie mogę póki co naprawić) jest niewybiegany. Ostatnio sama siebie łapię na lękach przed... czymś co się może zdarzyć, ale walczę.
    Osobiście nie wyobrażam sobie obu przedstawionych sytuacji. U rudego każdy przejaw agresji w stosunku do człowieka (szczególnie mnie) był, jest i będzie ostro karcony. Nie życzę sobie takich odpałów w stosunku do mnie czy do innych gatunków bez wydania komendy. Nie i koniec, ja jestem przewodnikiem, ja lepiej rozumiem otaczający świat i moje zdanie jest najważniejsze - jakkolwiek to brzmi :p
    W pierwszej sytuacji specjalnie bym czymś ruszała a za każdy wark byłoby skarcenie słowne. Dopiero za jego brak bym rzuciła smakołyk. Nie wiem... Ta sytuacja bardziej mi się kojarzy z warczę=człowiek robi co chcę (?) i jeszcze dostaje nagrodę. Zawaliście trzeba to powtórzyć...
    Co do 2 pracowałabym nad emocjami. Przez własnego psa miałam poharatany palec. Czyja wina ? Moja. Pies działał instynktownie (próba walki z innym psem), ja go dotkłam - agresja przeniesiona -> chęć obrony bo coś mnie atakuje. W takiej sytuacji powchodziłabym w psa imitują gleby. A co, nich się uczy. Nowa sytuacja = pies spięty = większe prawdopodobieństwo agresji :)

    Super wam idzie trzymajcie tak dalej. Ale cały czas zastanawia mnie jak wytrzymujesz wpadanie czy skakanie. U mnie przy 17 kg jest to zachowanie zdecydowanie niewybaczalne, a ty tutaj piszesz, że przy 45kg (dopsze xd ?) jest to mega frajda... dla psa. Ty się boisz. To czemu nic z tym nie zrobisz ? U nas takie zachowanie = stracenie uwagi/ zabranie zabawki/ koniec zabawy / schowanie zabawki na kilka s. żeby pies się ogarnął/ w ekstremalnych przypadkach zapięcie na smycz lub powrót do domu.
    Nie i koniec, jak os sobie nie życzy pewnych rzeczy tak ja sobie innych nie życzę. Ja szanuję jego widzimisię on też ma. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawaliłam to, zdaję sobie z tego sprawę. Ale w tamtej sytuacji odłożyłam sprawę szkolenia na bok. Najważniejsze było dla mnie to, żeby wyjść z tego zdarzenia w całości. ;)
      Opanowanie emocji po tych wszystkich incydentach stawiamy na pierwszym miejscu, o tak. Odruchy typu wbieganie i skakanie nie są niczym miłym i nie są tolerowane. Muszę się ich jak najszybciej pozbyć, bo będzie jeszcze gorzej.

      Mira w chwili obecnej waży 39 kg, uraziłaś ją w tym momencie XD

      Myślę, że więcej miałabyś do powiedzenia, widząc nasz trening i to, jak reaguję np. na wpadanie. Jedno, głośne i krótkie "fe!", ignorowanie psa albo "przyhamowanie" (nie mylić z biciem) ręką - pies odzyskuje rozum. Jednak myślę, że powinnam trochę urozmaicić moje niezadowolenie, bo przy kolejnej sesji Mira znowu podskakuje i to przypomina mi błędne koło. Może na to masz jakieś sposoby?

      Tiaa, czym się kończy kupienie dziecku Rottka. :') Tragedia xD

      Usuń
    2. Spoczko, to ja mam dziwną psychę :p
      Miro, przepraszam. A miałam napisać 30 xd
      To napewno. U nas jako ekstremalne wiadro wody działał 'płacz'. Pies zrobił coś baardzo złego (czy skoczył do mnie z zębami) siadałam i udawałam, że płaczę :D Działa szczególnie na te uczuciowe futra. Ewentualnie pomyśl nad jakimś łańcuchem np. bawimy się -> pies we mnie wbiega -> nie odzywam się (bo po co ? Chyba że macie wypracowane to słowo) i odchodzę nie zwracając uwagi na psa. Chyba najprostsze działanie, a powinno dać dobre skutki - oczywiście jak zawsze po dokonaniu obserwacji wskazana jest modyfikacja.

      A co rasa ma do zachowania ? Sorka w moim życiu były dwa psy (w tym rudy). Pierwszy kundel był spoko, nie master sztuczek ale potrafił się zachować. Za to rudy to master sztuczek w domu a zachować się kompletnie nie potrafi - czemu ? Socjal. Z każdego psa może być morderca jak i z każdego 'dogoterapeuta'. Ja tam jakość szczególnie nie zwracam uwagi na rasę, a predyspozycje danego osobnika. Co z tego że rasowce mają jakiśtam wzorzec. Psy tego nie rozumieją - weźmy tu na przykład Cezara ;)

      Usuń
  5. Też uważam, że pies to pies, i mimo dobrego wychowania w 100% ufać mu nie można. O ile ja nie bałam się przyjść z Zerem pod szkołę, ściągnąć mu kaganiec i pozwolić żeby dzieciaki miziały go z każdej strony (socjal level hard) to jeśli akurat je jakąś super dobrą kość, to mimo, że nigdy na mnie nie warknął nie podejdę, ani nie spróbuję mu jej zabrać.
    Jak przeczytałam te wasze sytuacje to się przeraziłam, nie chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji, ale brawo za zachowanie zimnej krwi.
    Z potworami też znajdą się podobne sytuacje, kiedy intuicja podpowiada, żeby uciekać jak najdalej od swojego psa.
    Z Whisky było to w zeszłym roku,kiedy Zero był szczylkiem dostała od taty jakąś super wielką kość, z którą rozprawiała się kilka dni. Właśnie pewnego dnia przybłąkał się do nas jakiś średni kundelek. Chciałam go odprowadzić, ale nie mogłam zostawić Whisky samej na podwórku, bo ucieknie. Gdy się do niej zbliżałam słyszałam tylko ostrzegawcze warknięcie. Nie wiem czy to przez to, że w pobliżu biegały dwa psy z czego jeden nieznany, czy chodziło o mnie. Ale nie pozwoliła mi podjeść.
    Z Zerem problemy pojawiają się kiedy pojawia się duży czarny. W na jednym spacerze wpadł na nas, psy trochę się pogryzły, a potem najeżone obserwowały się, jego agresja nie była skierowana na mnie, ale nie byłam w stanie podejść po niego, bo nie mogłam mu zaufać, że nic mi nie zrobi.
    Na szczęście u nas takie historie pojawiają się rzadko, pewnie u każdego takie się wydarzyły w szczególności u właścicieli dużych psów, bo mimo zaufania gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśli, że jednym ruchem psyka może rozbić nam dużą krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
  6. A może spróbuj dominacji w łagodniejszy sposób? Czyli wprowadzić te zasady "że wszystko ty i tak dalej jesteś pierwsza" u mnie to podziałało jak pies mojej babci warczał na nią. Uspokoił się bo poznał swoje miejsce. Ja jestem za metodą dominacji dla psów agresywnych :)
    Najbardziej przeraziło mnie to, że twoja suczka na Ciebie warczy O.o To trochę przerażające. Mam nadzieje, że sobie z nią poradzisz, a nawet jestem tego pewna ;)
    Powodzenia :D
    -------------------
    Oczami Blue Merle

    OdpowiedzUsuń
  7. Fado mam od szczeniaka. I ufam mu w 100%, albo i nawet więcej. Natomiast nie jestem w stanie przewidzieć tego co zrobiłby w ekstremalnych sytuacjach. Jestem zdania, że pies to pies i w każdym nie ważnie jak wyszkolonym psie czai się ziarenko niepewności. Fado też coś takiego pewnie ma. Jak na razie jego zachowanie mnie o tym nie zaalarmowało i żyję w błogiej nieświadomości. Z drugiej strony wiem też że zaufanie działa w dwie strony, młody z kolei ufa mi na tyle że tylko przy mnie kładzie się na plecy lub na bok. Gdzie generalnie tego nie robi. Wszystko zależy od psa. Szczerze powiedziawszy tobie współczuję takiej sytuacji, bo musi to być strasznie niekomfortowe ale i niebezpieczne.
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.