''Adopcja'' Czesia - jak było naprawdę?

 Gwoli wyjaśnienia..


Trudno było mi zabrać się do napisania takiego postu, ale czułam jakby ten temat wyrywał mi się z gardła, chcąc koniecznie ujrzeć światło dzienne. Także dzisiaj tę sprawę nagłaśniam. O Czesiu praktycznie wiecie tyle, co nic. Jednak najśmieszniejsze jest to, że ja też. Od razu nasuwa się więc pytanie, po jaką cholerę zamierzam się do pisania wypracowania na temat psa, o którym nic mi nie wiadomo. Ale nie zamierzam opisywać w tym poście charakteru Czesia i jego przeszłości - właściwie jest to dla mnie jedna wielka niewiadoma. Przyjrzymy się jednak ciemniejszej stronie adopcji i być może powiem tu coś, czego będę żałowała. Ale mówiąc szczerze, to jedyne czego na tą chwilę pragnę, to wyrzucenie z siebie wszystkich emocji. Dlatego też po przeczytaniu postu możecie śmiało uznać mnie za kobietę stanu przedokresowego. Poziom mojego zdenerwowania bowiem stopniowo wykracza poza normę.
 
W poście Drugi pies opisałam przebieg ''adopcji'' Czesia. Teraz tak patrząc na to, co wtedy napisałam, stwierdzam, że... czegoś tam zabrakło. Zabrakło tam tego, czym nie chciałam się z Wami podzielić, bo doklejałam sobie do twarzy sztuczny uśmiech i wyraz mówiący: Nie, to tylko kolejny pies.. Nie robi to dla mnie żadnej różnicy i jestem dobrej myśli. Oszukałam i siebie i Was wierząc w to, że tak na prawdę z Czesiem jest mi na rękę i że spadł mi z nieba. Nowy szablon, nazwa bloga, sesje zdjęciowe, treści.. To wszystko wskazywałoby na to, że wszystko jest okej. Realia okazują się nieco inne.


Nie chciałam kolejnego psa. 
Nie było to moim najskrytszym marzeniem, ponadto wiedziałam że na obecną sytuację nie jest to dobry pomysł. Moim oczkiem w głowie była Mira i praca nad nią, która dawała coraz więcej pozytywnych rezultatów. Byłam przekonana, że kolejny pies mógłby to wszystko zepsuć i sprawić, że cała praca nad charakterem Miry poszłaby na marne, bo zaczęłaby być zazdrosna i co więcej, spędzałabym z nią mniej czasu. Dlatego nawet nie przeszłoby mi przez myśl, że będę miała kolejnego psa. Gdyby ktoś zapytałby się mnie, czy chcę wziąć Czesia pod swój dach, nie zgodziłabym się. Toteż najbardziej traumatyczne było dla mnie to, gdy ktoś inny podjął za mnie tą decyzję, wcześniej nie konsultując tego ze mną. A sprawa tyczyła się szczególnie mnie.

Choć brzmi to głupio, to czuję się jak ta matka, której ''siła wyższa'' nakazała wychować dziecko, którego tak na prawdę nie chciałam. Bo z każdym kolejnym dniem czuję się właśnie tak, jakbym nie miała prawa głosu - bo przecież ta ''siła wyższa'' wie lepiej, co dla mnie dobre. Mhm, i jeszcze czego...

Czytając to, możnaby pomyśleć, że źle traktuję Czesia, nie kocham go, chcę się go pozbyć. Mogę Was jednak zapewnić, że tak nie jest. Muszę przywyknąć do obecnego stanu rzeczy i zrobić wszystko, aby było ''okej''. Muszę ochłonąć. Jednak kosztem Czesia zapłaciłam ja i Mira, bo nasza relacja została wzburzona i wygląda to mniej więcej jak powojenna Warszawa - odbudowanie jej może trwać dłużej, niż mogłabym sądzić. Co prawda staram się utrzymywać równowagę między dwoma psami, ale jest to ciężkie, tym bardziej, że większość rzeczy spadła właśnie na moje barki, a samemu ciężko to ogarnąć. Jestem tylko człowiekiem i moje życie nie kręci się tylko wokół psów, co jeszcze bardziej utrudnia sprawę. Mam obowiązki.
   

Jednak cofnijmy się trochę, bo zaczęłam od złej strony. Powiem teraz o tym, co ukryłam przed Wami, opisując moje pierwsze spotkanie z Czesiem. Otóż, kiedy na miejscu dowiedziałam się, że Cześ zamieszka u mnie na stałe.. rozpłakałam się. Poczułam, jakbym straciła prawo głosu. Poczułam, jakby wszystko, nad czym do tej pory pracowałam, zostało doszczętnie zniszczone i obsrane przez głupi kaprys. Wyobraź sobie, co Ty mógłbyś czuć będąc na moim miejscu, kiedy szmat czasu pracujesz nad swoim schizowym psem i już widać światełko w tunelu, kiedy nagle ktoś Ci je wstrętnie gasi i wręcza Ci w ręce kolejnego psa, ot tak. Co czujesz?

Już nic nie będzie takie samo. Świadomość, że muszę ponosić karę za ludzką głupotę, jest dla mnie przytłaczająca. Nigdy nie pokocham Czesia jak tego upragnionego psa, o którego prosiło się za każdym razem, kiedy było to możliwe. Przytłacza mnie również moja bezsilność - powtarzam, jestem tylko człowiekiem, nie rozdwoję się. Czesiek już parę razy miał nieudaną próbę ucieczki, a to za sprawą nieodpowiedzialności mojego rodzeństwa, które ''przypadkiem'' wypuszczało go na podwórko, a takiemu Yorkowi nie trudno przedostać się przez bramę. Miał szczęście, że Mira była poza zasięgiem. Czy tylko ja jestem świadoma zagrożeń, na które narażony jest Czesio??? Mira nadal jest we mnie wpatrzona jak w obrazek, ale jak mnie przeszywa bezsilność, tak ją zazdrość. Pisząc to, czuję więdnięcie wszystkich moich mięśni, jakbym już zupełnie straciła siły na cokolwiek. Wiem, że w takich warunkach nie ogarnę ani Miry, ani Cześka. Nie dam rady i coraz mocniej utwierdzam się w tym przekonaniu.



Gdybym spotkała dawnych ''właścicieli'' Czesia, plunęłabym im w twarz. Wcisnęli mojej mamie taki kicz, a ona tak łatwo to łyknęła.. Nie urodziło się żadne dziecko. Nie było żadnej przeprowadzki. Pies nie zna żadnych komend. Nie umie zachować czystości w domu. Nie jest aniołkiem w stosunku do dzieci. Nie ma dwóch lat, a trzy. Nie potrafi zostać w domu, niczego nie psując. Nie chodzi pięknie na smyczy. Nie ma wszystkich szczepień. Nie przyślecie nam jego rzeczy, bo zwyczajnie ich NIE MA.
- NIE, Drodzy Państwo. Państwa pies jest zupełnym przeciwieństwem tego, co nam powiedzieliście. Może chociaż zechcecie to przyznać. Może chociaż spotkamy się znowu, czy już zawsze będziecie się przed nami kryć? Co jeszcze macie nam do ukrycia? Powiedzcie w końcu, że Wasz słodki piesek okazał się prawdziwym koszmarem i zrobiliście wszystko, żeby pozbyć się go w nieco bardziej humanitarny sposób, niż uwiązanie w lesie.

Kończąc wpis, chciałabym tylko ostrzec Was przed możliwymi konsekwencjami przygarniania psów od osób prywatnych. Czytajcie między wierszami.
   

Co będzie dalej, nie wiem. Na razie jestem w totalnym dołku i obym szybko się pozbierała. Podobno z każdej sytuacji da się wyjść. Mam nadzieję, że z tej ja i psy wyjdziemy żywo.

17 komentarzy:

  1. Okropni ludzie. Kłamią, żeby pozbyć się niewychowanego kundla. Wiem co czujesz, post bardzo mnie wciągnął. Też nie raz byłam już prawie na mecie z socjalem Daisy, a tu nagle ktoś bezczelnie mi to zepsuł.
    Gdyby Cześ był chociaż grzeczny napewno byłoby Ci łatwiej. Trzymam kciuki, żebyście wszyscy wyszli z tej sytuacji.
    Pozdrawiam daisy-crazyworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa wsparcia. W tej chwili to jedyna rzecz, która jest w stanie mnie ogarnąć i nawrócić do pionu. Jak się okazuje, nawet Jorczi potrafi nieźle pozamiatać.. Wszystko jest w rękach właścicieli, a ci nie zawsze są świadomi swoich wyborów.

      Usuń
  2. Nie myślałaś, żeby być dla Cześka "tylko" domem tymczasowym? Oczywiście to nie ma być żadna złota rada, ani podobny absurd, po prostu na Twoim miejscu pewnie tak bym zrobiła. A, że nie jestem na Twoim miejscu, to pytam :P

    W podobnej sytuacji dostałabym chyba ataku wściekłego szału. Serio, współczuję, zwłaszcza, że o ile dobrze zrozumiałam, Czesiek jest głównie na Twojej głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała możliwość wyboru między tymczasem a domem stałym, to wybrałabym DT. Ale nie miałam takiej możliwości. O psie dowiedziałam się dopiero po fakcie, gdy rodzice zdążyli już "podpisać pakt". No tak - daj dziecku psa w prezencie, wcześniej go nie uprzedzając...

      Usuń
  3. Myślałam, że zgarnęliście go jako bezdomniaka, ale wróciłam do wcześniejszego wpisu i widzę, że źle to zrozumiałam, ale w sumie to teraz bez różnicy.
    Doskonale cie rozumiem, ja podobnie jak ty nie chciałam Zera. Miał być na kilka dni, potem jednak został, ale decyzją moich rodziców. Wiedziałam, że to będę duże koszty, dużo czasu, a ja wtedy dopiero wchodziłam w psi świat. Nie chciałam go nie wyobrażałam sobie dzielić swojego i tak nie zbyt dużego czasu wolnego na dwa. Ale ja nie miałam nic do gadania.
    Na początku było źle, bo albo zaniedbywałam dla niego Whisky innym razem zaniedbywałam Zera.
    Teraz po prawie 2 latach nie żałuję, uwielbiam go. Ostatnio dwie osoby chciały go kupić, albo po prostu zabrać, ale nawet się nad tym nie zastanawiałam, bo nie ma opcji żebym go oddała.
    Nie wiem czy u was czas też tak podziała, ale bardzo wam tego życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć brzmi to dziwacznie, Wasz przykład jest właściwie wzorcowy i z pewnością w dalszych krokach wezmę go pod uwagę. Początki zawsze nie należą do najłatwiejszych i muszę mieć to na uwadze, szczególnie w obecnej sytuacji. Czekam na dalszy rozwój sprawy, bo jestem o tyle pełna nadziei, co przerażona.

      Usuń
  4. Okropni ludzie... Kłamią żeby pozbyć się psa.Nie ma na takich po prostu słów. A propo Czesio wtgląda pięknie na zdjęciach
    Zapraszamy na post o najlepszych psich blogach
    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać kłamstwa mieli już wypracowane do perfekcji, bo mamienie umysłów szło im jak po maśle..

      Usuń
  5. Jestem w podobnej sytuacji co Ty z tym, że ja mam prawo głosu. Odika zgarnęłam z ulicy prawie trzy miesiące temu. Zawładnął on sercami innych członków rodziny, ale to ja zajmuję się psami i mówię wyraźne nie.
    Od początku ustaliłam, że jestem dla niego tylko DT i nic więcej. Lubię go, dałam mu schronienie i drugie życie, ale nic więcej.
    Nigdy nie będę go w stanie pokochać tak jak moje psy. Nie jestem gotowa na trzeciego psa, tym bardziej, że mam w domu jeszcze stado innych zwierząt.

    Nie znam Twojej sytuacji i to nie moja sprawa, ale może spróbuj porozmawiać ze swoją rodziną. Opowiedz im o swoich obawach i wątpliwościach, wytłumacz, że nie radzisz sobie z dwoma czworonogami.
    Trzymanie psa na siłę nie jest dobrym pomysłem. Rodzice powinni to w końcu zrozumieć... No nie wiem.....

    W każdym razie życzę Wam szczęścia i pomyślnych wiatrów. Trzymam kciuki za Ciebie, Czesia i Mirę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę Ci jedynie pozazdrościć. Twardo stąpiesz po ziemi i to Ty zadecydowałaś o losie tego psa. Ja sama zdziwiłam się postawą rodziców, bo jeszcze nigdy tak nie postąpili. Jednak pociesza mnie fakt, że chcieli dobrze. Pies uniknął schroniska, a ja w końcu tak kocham psy.. Ale mimo tego, warto uzgadniać takie rzeczy, tym bardziej, że nie jest to ''nic takiego'', tylko obowiązek na 15 lat, albo i więcej. Postaram się z nimi pomówić i mam nadzieję, że wyjdziemy z tego na prostą. Bardzo dziękuję!

      Usuń
  6. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale wydaje mi się, że najlepsze co możesz zrobić dla samej siebie, to trochę oderwać się od tego wszystkiego. Czesio pewnie potrafi dać nieźle w kość. No ale w końcu Ty nie możesz brać wyłącznej odpowiedzialności za jego losy. A z postu jasno wynika, że jesteś już tym wszystkim mocno przytłoczona. W sumie wcale się nie dziwię. To irytujące, gdy ktoś decyduje za Ciebie, a Ty musisz brać za to odpowiedzialność (i to jeszcze kosztem ukochanego psa).

    Trzymam za Was wszystkich kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zmienię przeszłości, ale.. mogę zmienić przyszłość.
      Nie wiem, co rozumiesz pod stwierdzeniem ''oderwać się od tego wszystkiego''. Aktualnie nie wyobrażam sobie rzucić wszystko to, co mam i nad czym pełnię opiekę. Powrócę i to, co zastanę, może mnie jeszcze bardziej przybić. Wiem z wcześniejszych wydarzeń - odpocznę jakiś czas i potem będę musiała nadrabiać braki 2x bardziej.

      Usuń
    2. Miałam raczej na myśli jakiś wypad do kina, jakiś wieczór ze znajomymi, który pomógłby Ci się odprężyć i zregenerować siły. Wiadomo, że nie rzucisz wszystkiego na dłuższy czas, bo to byłoby bez sensu.

      Usuń
  7. Rodzice postawili Cię w trudnej sytuacji; powiedziałabym nawet, że zachowali się wobec Ciebie nie fair, jeżeli to przede wszystkim Ty zajmujesz się psami. Nie dziwi mnie Twoja złość i frustracja. Oczywiście, komuś kto nie zna dokładnie Ciebie i Twojej rodziny trudno radzić jak postąpić w taiej sytuacji, jednak być może przyszła pora na poważną rozmowe z rodzicami - albo na temat domu tymczasowego dla Czesia albo o tym, że skoro zdecydowali się na drugiego psa to powinni przyjąć na siebie przynajmniej część obowiązków związanych z doprowadzeniem go stanu normalnego, grzecznego psa rodzinnego.

    Sama decydując się na drugiego psa miałam wiele obaw i wątpliwości, na szczęście wszystko szybko się ułożyło i oba moje zwierzaki na dzień dzisiejszy świetnie się dogadują. Mam nadzieję, że u Ciebie również pójdzie to w tym kierunku.

    Pies do kwadratu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mam taką nadzieję. Ogromnie dziękuję za doradzenie!

      Usuń
  8. U mnie prawie ta sama sytuacja, ale nie z Lucky'm tylko z psem babci.
    Wujek zdecydował, że po śmierci ich poprzedniego psa - znajdzie im następnego BEZ WIEDZY MOICH DZIADKÓW. Oni w tym czasie wzięli małą (w typie) pudliczkę Majkę. Jeszcze specjalnie ta sunia była przyzwyczajana do kur, żeby nie ganiała. Ale wtedy jak grom z jasnego nieba wujek przywiózł Delgada i dosłownie wepchnął tego psa dziadkom. Cała nauka oswajania Majki do kur poszła w błoto, Delgado jest psem myśliwskim z ogromnym instynktem (raz został na 5 min sam i zadusił kurę sąsiadów) i nauczył Majkę tego zachowania. Dziadkowie ze względu na to, że sami żyją z emerytury nie stać było by zapewnić lepsze ogrodzenie i zapłacić za upolowane kury, dlatego psy poszły na łańcuch i ledwo starczy im na karmę, którą na zmianę z ciocią kupujemy im. Próbowali oddać Delgada, ale nikt go nie chce :/ Jedynym rozwiązaniem takim najlepszym jest kojec, ale brakuje pieniędzy. :(
    I boli mnie jeszcze to, że ja nie mogę nic z tym zrobić... Chciałam pomóc wyprowadzając psy na spacer - nie bo sąsiadka jak zobaczy Delgada to drze jape i moja babcia i rodzice mi tego zabronili... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno z każdej sytuacji da się wyjść - ja spróbowałabym jeszcze raz spróbować znaleźć nowy dom dla Delgada, aż do skutku..

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.