Nowy członek załogi

Ostatnio ''trochę'' tu zaleciało depresją, co zresztą sami wiecie. Wspieraliście mnie, dodawaliście otuchy, podsyłaliście pierdyliard rad, co zrobić, aby wyjść z tamtej sytuacji cało i zdrowo. Wszystkim Wam chcę za to wsparcie bardzo podziękować i muszę w końcu powiedzieć, że wyszłam na prostą. Sytuacja została już opanowana, zastosowałam się do Waszych wskazań i to właściwie dzięki nim teraz wszyscy trzymamy się w pacyfistycznej aurze pokoju. Pisząc ''wszyscy'' mam jednak na myśli kogoś jeszcze, kogo prawdopodobnie nie znacie. Dzisiaj macie okazję.



Przedstawiam Wam Hrabinę Heroinę, kryptonim Jinx (ang. Pech), kotkę dosłownie postrzeloną.
 ...Choć fakt, że żyje, czasami zmyla mnie z tropu, że to ''tylko kot''.
Jest niezwykła.

Przyczołgała się na moje podwórko 31 sierpnia 2016 roku o godzinie trzynastej, z wylotową dziurą na brzuchu oraz wypadającą kością udową, pozbawioną rzepki.

Jak przystało na mnie, zapraszam na stori.

Akurat wtedy uprawiałam nicnierobienie na zewnątrz domu. Przeszkodziło mi ciche wołanie zza płotu, które już od początku przypominało błagalną prośbę o pomoc. Zerwałam się na nogi i podbiegłam do miejsca, skąd te wrzaski słyszałam. Ku moim oczom ukazała się mała pełzająca kulka z wylotową dziurą na brzuchu oraz wypadającą kością udową, pozbawioną rzepki. Widok był straszny i prawie zwaliło mnie z nóg, ale w przypływie impulsu wiedziałam, że to nie jest do końca dobry pomysł. Z tego względu wzięłam kota na ręce i zaniosłam do domu. Reakcja mamy była bardzo zbliżona do mojej, bo zaniemówiła. Od razu zabrałam się do nerwowego szukania telefonu na zwierzęcą karetkę i gdy w końcu udało nam się do niej zadzwonić, okazało się, że.. w tym dniu nie jeździ. Ciężko było wtedy opisać moje poirytowanie, bo same tego dnia nie byłyśmy zmotoryzowane, a najbliższa lecznica znajdowała się 15 km dalej. 


W końcu wpadłam na pomysł, aby odświeżyć króliczą klatkę. Wymyłam ją, wyszorowałam, wyłożyłam, wsadziłam miskę z jedzeniem i piciem. W tym czasie kot był pod opieką mojego brata, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, bo raczej stroni on od zwierząt. A tu, podczas gdy ja szykowałam cały ekwipunek, ten pilnował kota jak skarbu. A mama robiła wszystko, żeby załatwić kotu transport do lecznicy. Po przygotowaniu klatki, opieka nad kotem spadła na Czesia, który bacznie siedział przy nim i zdawać by się mogło, że robił również za pocieszyciela.


Parę godzin później, pod nasz dom przyjechał wujek, który właściwie był jedyną możliwością transportu kota. Wiedzieliśmy, że w takim stanie cenna jest każda minuta, więc pospieszyliśmy do lecznicy i oddaliśmy kota w ręce Pani Weterynarz. Wpierw przyjęła się wersja, że z łapy już nic nie będzie i jedynym słusznym rozwiązaniem jest jej amputacja. Dodatkowo płeć kota została określona jako ta brzydsza, a wiek na około 3 miesiące. Pożegnałam się z ''nim'', czując tyle samo nadziei, co smutku. Już po wyjściu z lecznicy ogarnęła mnie tęsknota. Pierwszy raz od kilku lat usłyszałam tak ciepłe mruczenie.


 Dzwoniliśmy prawie że codziennie.. i codziennie dochodziły do nas nowe informacje. Rana się goi, przygotowujemy do amputacji, amputacja niekonieczna, nie wiadomo co z łapą, czeka seria zabiegów, aż w końcu po kilku tygodniach.. ''skracamy łapę''. Kot poszedł na stół, łapa skrócona, minął cały miesiąc i wreszcie możemy się nim nacieszyć. Jedyne, co nas zaskoczyło, to stan kota. Nasze przypuszczenia prezentowały się jednoznacznie - kot miałby całe dnie leżeć z podwoziem na wierzchu i nie kontaktować. Jednak to wszystko okazało się zupełnie mylne, bo koteł już parę dni po operacji zaczął skakać gdziekolwiek się da. Tu kolejny raz zastanawiam się, czy to aby na pewno jest kot... A może cyborg. I mało tego, potrafi się wyciszać lepiej niż niejeden pies.


Po ostatnich wydarzeniach dość nietypowym zachowaniem z mojej strony było bezdyskusyjne branie kota pod swój dach. W tym przypadku jednak nie wyobrażam sobie wybrać innej drogi, niż ta.


Heroina nie jest jednak stworzona do bycia gwiazdą psich blogów, dlatego też oszczędzimy jej tej posady. Jednak chętnie zostanie naszym managerem, co zresztą sama pochwala. Wzmianki o Heroinie możecie śledzić na naszym fanpage'u, którego właśnie oczyściłam z kurzu.

12 komentarzy:

  1. Biedna kicia, musiała się bardzo nacierpieć. Ale ważne, że trafiła na dobrych ludzi, którzy uratowali jej życie. Brawo dla Was za odwagę, determinacje i dobre serce. I brawo dla cyborga Heroiny (swoją drogą bardzo fajne imię).

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna kicia. Dobrze że trafiła na Ciebie <3
    Cieszę się że z pozostałymi sprawami wyszliście na prostą.

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś musiało to nadejść. A że raczej szybko się zbieram, to nie minął nawet tydzień :D Trzymanie Heroiny w domu jest cudownym uczuciem :3

      Usuń
  3. fajnie, że udało się łapę uratować.
    ona zostanie teraz u was na stałe?

    Pozdrawiam, Michał http://www.szkola-doberman.pl/tresura-psow/akita-inu/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również bardzo się z tego cieszę - a to zasługa najlepsiejszej na świecie Pani Weterynarz. Kotka najprawdopodobniej zagości u nas na dłuuugi czas. Skradła serca całej rodziny. :D

      Usuń
  4. Nie mogę nie napisać, że jestem z was dumna. U nas ludzie jak widzą rannego kota / psa to nie reagują - nic, dlatego cieszę się jak widzę takich ludzi :D
    Osobiście chętnie poczytała bym o niej więcej :D
    -------------
    Mr. Lucky

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas sytuacja prezentuje się podobnie, z tym, że często ranne czy chore zwierzęta kończą ubijane, ogłuszane..
      Nie wyobrażam sobie postąpić inaczej, niż dać kotu szansę. Zostawienie go byłoby najgłupszą rzeczą, którą mogłabym wtedy zrobić.
      Zakładka ''Załoga'' szykuje się na aktualizację, więc z pewnością pojawi się tam coś o Herce. ;)

      Usuń
  5. Cudna jest, wiedziała do kogo się przybłąkać <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze zdjęcie wręcz nie przedstawia tej samej kotki z ostatnich zdjęć w poście. Dwa oblicza? Świetnie, że udało się ją uratować. :)
    Pozdrawiamy, Wiktoria&Fado | Biscuit Life

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza się jej mieć humorki, to fakt. Jednak na pierwszym zdjęciu miałam przyjemność uchwycić moment, kiedy.. ziewała :D

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.