Traktuję psy gazem - [Wiejskie Życie Psiarza cz.1]

Już pewien czas myślałam o tym, aby opublikować ten post. Szczególny zamiar dopadł mnie, kiedy znany mi problem ''złych psów'' dosięgnął zenitu. Później jednak nastały spokojne dni, ale jak się okazało, była to cisza przed burzą. Wraz z nadejściem jesieni, nadeszła i fala wspomnianych już złych psów, o których dziś będzie mowa. Zapraszam do krótkiej lektury.



W dzisiejszym wpisie główne role będzie pełnić Pan Janusz - prawilny Polak Katolik, którego gorliwym mottem jest B-H-O (Bóg-Honor-Ojczyzna). Oprócz P. Janusza mamy jeszcze do czynienia z podrośniętym ONkiem Killerem (od zabójczego braku mózgowia P. Janusza). Killer był tym ósmym szczeniakiem bez rodowodu, kosztował w ramach promocji 300 złotych. Aktualnie pełni funkcję psa do zabaw dla dzieci P. Janusza, które zjeżdżają po plecach Killera, bo wyginają się jak Shakira z odciętymi żebrami.


O złych psach

Pewnie wielokrotnie napotykaliście na swojej drodze podwórka, na których dumnie widniała tabliczka ostrzegająca o psie, który przebywa po drugiej stronie płotu. Na mojej wsi aż roi się od ''groźnych psów'', ''złych psów'', ''agresywnych psów'', czy po prostu "psów". OK. Często jednak za płotem wyleguje się kudłaty mikropiesek, albo po prostu na podwórku nie ma żadnego psa i tabliczka robi za potencjalny odstraszacz. 500 punktów do Thug Life zdobywa ten Janusz, który kupi sobie tabliczkę z grafiką przedstawiającą psa z listy ''ras agresywnych''. A ja już myślałam, że sąsiad rzeczywiście też ma Rottweilera... :C

Nie jestem jednak przeciwniczką takich plakietek - sama je posiadam i mam ku temu powody. Mira często przebywa na podwórku i wolę nie myśleć co by się stało, gdyby ktoś wszedł na nie bez skrupułów, akurat w trakcie mirkowej eksploracji. Obecność takich plakietek skutecznie usuwa chęć otworzenia furtki. Teraz sąsiedzi grzecznie stoją przy domofonie.

Aczkolwiek muszę Was zmartwić, bo dzisiejszy wpis nie będzie o plakietkach, ale o prawdziwych ''złych psach''. Tylko z racji, że Killer Janusza 90% życia spędza na ulicy, to kupowanie plakietek na płot jest nie na miejscu, prawda? I tu właśnie jest problem - idąc sobie ulicą, czuję się jak gdybym była u kogoś na podwórku. Stąd też staję się ofiarą złych psów - psów ulicy. Widząc mnie wracającą do domu, podbiegają i atakują, gryząc tam, gdzie istnieje taka możliwość.
   


Wtedy strzelam.

Killer szykuje kły, ja szykuję gaz. I ta walka trwa już od paru dobrych lat, bo właściciel Killera najzwyczajniej ma na to wywalone, czy jego szarik atakuje dzieci, dorosłych, czy starszych. Ulica to w końcu też jego teren i jak chce, to niech sobie pilnuje. Janusz ma lepsze sprawy do roboty, niż pilnowanie psa. No bo przecież, hehe, on sam doskonale potrafi pilnować ...


Sytuacja vol.1

Decyzja o kupnie gazu pieprzowego została podjęta po tym, kiedy to Killer pierwszy raz się na mnie rzucił. Szedł wtedy z innymi psami ulicy, które jednak stroniły od gryzienia, jedynie biegały mi pod nogami i ujadały. Tylko Killer zebrał się na odwagę i zaczął mnie gryźć, a ja, nauczona aby nie uciekać + zszokowana całą sytuacją.. nie zrobiłam nic. Pies podgryzał mi nogę, a ja wciąż szłam. W końcu psy zostawiły mnie na końcu uliczki, a kiedy straciłam je z pola widzenia, zaczęłam biec w stronę domu, jednocześnie becząc. Okazało się, że pies ni razu nie odwiedził weterynarza, zatem było spore ryzyko, że dojdzie do zakażenia, m.in. wścieklizną. Skierowano mnie na pięciokrotną serię szczepień, które miałam robione co tydzień. Odporność spadła do zera, a ja.. polubiłam szczepionki. A pamiętam te czasy, kiedy uciekałam i chowałam się przed doktorką, aby tylko mnie nie tknęła... Zupełnie nie wiem, jak mogło dojść do tego, że widok igły nie robi na mnie wrażenia. :D


Sytuacja vol.2

Kolejna sytuacja, która pewnie na długo zostanie w mojej głowie, to wydarzenie zaszłe w powrocie ze szkoły do domu, tym razem jednak z gazem w kieszeni. W połowie drogi znowu spotkałam Killera, jednak spóźniłam się, bo już obrał sobie inny cel, nad którym się poznęca. A był to na oko 7-letni chłopiec, który jechał na rowerku.. a właściwie to siedział na siedzeniu, mocno trzymając się kierownicy i dusząc w sobie płacz, bo dookoła nie było nikogo innego. Wystarczyło cmoknąć do Killera i jeden raz psiknąć gazem, aby uciekł w las. Chłopiec przez chwilę się na mnie patrzył, odwrócił się i pojechał w swoją stronę. Wtedy zrozumiałam, że nie tylko ja jestem ofiarą.


Wraz z mamą skierowałyśmy sprawę na policję i do urzędu gminy, skontaktowałyśmy się też z TOZ'em. Jednak okazało się, że nasze siły są nic nie warte i pojedyncze przypadki jednostek są segregowane do tych nieważnych. :)

Nie ma hepi endu - psy nadal gryzą ludzi, ja nadal noszę i używam gazu. Janusz żyje sobie po swojemu, a Killer z jeszcze większą przyjemnością atakuje wszystko, co napotka na swojej drodze. Tak oto, moi drodzy, żyję sobie ja i inni mieszkańcy tego zadupia, zwanego polską wsią.

* Janusz wraz z Killerem - nie jest to konkretna osoba z psem. Takich przypadków jest bardzo dużo.

26 komentarzy:

  1. Znaczy powiem ci, że tabliczka na płocie jest obowiązkiem ze strony prawnej.
    Ja jakoś za gazem nie przepadam, ale już niejeden pies był prze zemnie zglanowany. Hyhyhy oko, za oko (ew. psycha mojego psa najważniejsza)
    W takim wypadku można znaleźć więcej przypadków + jeśli masz (a mieć powinnaś, chociażby te dzięki którym dobiegałaś się zadośćuczynienia) papiery o pogryzieniu przez psa (i jeszcze taki tip: jak nikt nie widział pogryzienia to mógł je widzieć każdy ;O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tabliczki u których nawet psa nie ma? x'D

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Znaczy, ja to wiem. Inni mieszkańcy naszej cudownej wsi kupują tabliczki nie dlatego, że jest taki wymóg, tylko z własnej decyzji. Chce kupić = kupuje; nie chce = nie kupuje. I w ten sposób to działa, co bardzo mnie denerwuje.

      Kwestia prawna tej całej afery jest już ponad moje siły, bo jakkolwiek bym się nie starała o uwagę ze strony gminy, policji czy straży ochrony zwierząt, to nikt się tym nie zajmie. A jeśli nawet, to Szanowni Janusze nadal będą tkwili w tym swoim przekonaniu, że robią dobrze. Chyba że są jeszcze inne pomysły na pozbycie się tego problemu..

      Usuń
    4. 1. Brak tabliczki można zgłosić podpierając się stosownym paragrafem (i truć dupę do skutku)
      2. Jeśli chcą mieć tabliczkę na płocie to mogą, nikt nie zabrania ;)
      3. Kwestia prawna jest prosta:
      - w zależności od tego jak dawno się to stało leziesz do lekarza i pytasz o papiery do odszkodowania ew. na policję
      - obserwujesz i gadasz z ludźmi, zbierasz tych którzy niepopierają tego zachowania
      - zgłaszacie się taką bandą na policję + możesz złożyć papiery o pogryzieniu (jesli to było zgłaszanie nie ma potrzeby tylko informujesz że to ma związek)
      - nie chcą nic zrobić = sąd

      Właściciela masz w dupie, prędzej czy później zdechnie a w kwestii prawnej oprócz kaski może dostać zakaz posiadania zwierząt. Tylko od kwestii prawnej (czyli w sumie policji) już nie ty a ktoś pełnoletni.
      Tak w skrócie, ale nie wszystkim się chce...

      Usuń
    5. Ok, w takim razie wyczuwam, że #TeamAndrzej niedługo dopnie swego :D

      Usuń
    6. Szanowny Wójt pewnie chętniej wysłucha grupy niż pojedynczej osoby, którą piesły gryzo.

      Usuń
    7. Na początek poszłabym walczyć o odszkodowanie/zadośćuczynienie tylko, to musisz dopytać lekarza czy:
      A. warto
      B. możesz (po danym czasie sprawa nieważna ;)

      Usuń
    8. Jak doprowadzisz sprawę przed sąd to tak :p

      Usuń
    9. Jak doprowadzisz sprawę przed sąd to tak :p

      Usuń
    10. dobrze by było jeszcze nagrać np telefonem takie "spotkanie"
      z tym psem

      Usuń
    11. Niekoniecznie. Nie ma co się narażać na bezpośrednie niebezpieczeństwo.

      Usuń
  2. Najgorsze dla mnie jest chyba to, że to nie robią np. Świadkowie Jehowi (znam jedną osobę tej religii i jej zadbanego psa) TYLKO KATOLICY, ja jestem katolikiem i czuję taką bezsilność gdy widzę jak ludzie mojej wiary traktują psy! Przecież mamy być tymi co pokazują, że katolik to dobry człowiek. Sama chyba zacznę nosić gaz bo po 20 nawet nie ma mowy na spacery nocne z Lucky'm bo moi sąsiedzi za lasku też mają takiego "Killer'a", ale z milszym imieniem: "Misio", a jednak charakter ten sam.
    - Podpisano z pozdrowieniami
    Julia Sz - Miri i Lucky z Oczami Blue Merle/ Mr Lucky Luke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na temat wiary nie chcę się za bardzo wgłębiać, ponieważ sama nie praktykuję niczego i jest mi z tym dobrze tak, jak jest. Przykładem ''prawilnego Katolika'' chciałam jedynie dodać szczegółu do sytuacji, bo w naszej wsi jest przeważający procent Katolików, których to ''świadectwo wiary'' ewidentnie nie dotyczy, bo robią rzeczy okropne.

      Noś i psikaj, póki legalne ;)

      Usuń
  3. Prawo zobowiązuje właściciela posesji do poinformowania o tym, że po podwórku biega pies - tabliczka jest więc obowiązkowym elementem. :)
    Nawiasem, prawo zobowiązuje również do sprawowania kontroli nad psem i zabezpieczenia posesji tak, aby zwierzę nie mogło się z niej wydostać. Sytuacje, które opisujesz są przerażające i uważam, że powinna zająć się nimi policja, bo pies ewidentnie stanowi zagrożenie dla otoczenia.

    PS. Religia nijak nie przekłada się na sposób traktowania zwierząt. Zwłaszcza w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, u nas to tylko teoretycznie.. Nie każdy właściciel psa ma na ogrodzeniu tabliczkę. Ba, nie każdy właściciel psa posiada SMYCZ. Gdyby tak pokazać mieszkańcom status prawny w tej kwestii, to niejedna osoba złapałaby się za głowę :P

      Usuń
  4. No cóż, niedaleko mnie jest posesja na której dumnie wisi tabliczka "uwaga zły pies!" a brama jest otwarta...

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brama może i być otwarta, byleby pies zamknięty. ;) W przeciwnym razie właścicielowi posesji należałby się jakiś karniak..

      Usuń
  5. Tabliczka przed wszystkim ! Fakt, nie mam podwórka żeby ją wywiesić ale czasem mam ochotę dać tabliczkę na drzwi, bezczelnie łapią za klamkę i wchodzą, nie raz Szasta zaczęła szczekać i ujadać... Teraz drzwi zamykamy... ale wciąż ktoś łapie za klamkę...
    Co do takich psów, jest u mnie kilka takich i rozważałam nad gazem bo po ostatnim ataku na nas skończyło się po prostu agresją wobec innych psów szczególnie do tych co są nachalne i agresywne do nas.
    PS. możesz nagrać atak psa. miej zawsze w ręku telefon i gotowy do nagrania, będzie to mocny dowód.
    Pozdrawiam, Złoty Pies

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł! Byleby tylko się tak złożyło, bo z moim fartem na razie daleko nie zachodzę ;-;
      Czyżbym życzyła sobie ataku?

      Usuń
  6. Z tego co się orientuję bo niedawno sąsiad opowiadał o sytuacji z tabliczkami to są one wymogiem prawnym. Masz psa - powinieneś posiadać tabliczkę. Bez względu na to czy pies jest szczepiony, czy agresywny, czy milusiński, czy york czy pies, który powoli zdycha.. Więc jeśli pierwszy lepszy Janusz wejdzie na Twoje podwórko, a ty nie masz tabliczki, a psiak jest luzem i Janusz będzie na tyle wredny to może cię podać i Janusz będzie zadowolony. Co z tego, że pies jest grzeczny i nienachalny.

    Sama tabliczki nie posiadam. Bo uważam, że u mnie jest ona zbyteczna (nawet gdybym musiała mieć to designy niektórych powalają na kolana..) z racji tego, że podwórko mam podzielone na mniej więcej 2 części to pies zawsze biega w tej z dala od ulicy. I ja się czuję z tym bezpieczniej bo nikt nie wie, że mam psa i żaden Janusz nie wypuści mi go pod moją nieobecność tak jak zdarzyło się sąsiadom. Z kolei cały czas mam kontrolę nad psem więc wiem co się dzieje gdy pies jest na podwórku. Myślę też, że u mnie taka plakietka była by dowodem na to, że mam psa na podwórku i znajdzie się taki Janusz, który wrzuci mi go otruje, albo wypuści. Ostatnio takie przypadki krążą po mojej wsi, więc wolę być przezornie zabezpieczona..

    A wracając do metrium, to właśnie jak wspominała Nattnes; może warto nagrać sytuację? To już wtedy będzie konkretny dowód. Z kolei mam nadzieję, że więcej takich sytuacji nie doświadczysz.
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie ostatnio ujęła tabliczka "Uwaga Suka!" - normalnie na drzwiach mieszkanie mogłabym ją sobie powiesić z braku prawdziwego podwórka :D Mąż zasugerował, żebym dopisała pod spodem "psa też mamy" - ale moi sąsiedzi zdecydowanie nie cierpią na nadmiar poczucia humoru, więc odpuściliśmy.

    Co do gazu - używam i sobie chwalę. Teraz cierpię, bo mi się skończył, przez co miałam dwie bardzo nieprzyjemne sytuacje z psami nie tyle agresywnymi, co nachalnymi i niemożliwymi do odgonienia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Norma na wsiach, co gorsza, w większości przypadków nie mamy na nie wpływu. Kiedyś za dzieciaka byłam świadkiem, kiedy ogromne, dobermanopodobne psisko rzuciło się na mojego kolegę jadącego na rowerze. Całe szczęście był z nami jego dziadek, nie chce nawet myśleć, jakby się to skończyło, gdyby go  z nami nie było. Pisałam kiedyś na swoim blogu, że unikam spacerów ulicami naszej wsi, właśnie z tego względu, że biegają po niej obce, agresywne psy.



    Mądrości polskich Januszy - bezcenne :D Ile to ja się tych złotych myśli nasłuchałam, to by można było książkę wydać :D Pytanie tylko, kto by takie bzdury chciał czytać ;) No ale wracając do tekstu, osobiście podziwiam osoby, które mają siłę, czas i nerwy, żeby się z takimi Januszami patyczkować. Ja to już dawno rzuciłabym to w cholerę i poczekała, aż pies kogoś śmiertelnie pogryzie, wytoczą właścicielowi sprawę w sądzie i zamkną go na kilka lat, dorzucając kolegium w pakiecie ;)



    Co do gazu pieprzowego, zastanawiam się intensywnie, tym bardziej, że po naszych polach grasują dziki, które są bardziej niebezpieczne od ulicznych Killerów :P



    Pozdrawiam i życzę duuużo cierpliwości :))

    OdpowiedzUsuń
  9. chyba inni czytelnicy bardzo pobieżnie czytali ten wpis bo w kółko o tabliczkach się rozwodzą a tu temat jest inny. przecież ten killer nie ugryzł Cię gdy weszłaś za płot na jego teren, więc tabliczki nie mają tu nic do rzeczy.

    to jest jakaś masakra że agresywny pies biega bez nadzoru, choć jego właściciel jest znany.

    Michał
    http://www.szkola-doberman.pl/

    OdpowiedzUsuń
  10. Traktuj, traktuj. Biedny pies, żal mi go, że trafił na takiego właściciela który nie pokazał mu jak dobrze się zachowywać. Ale w takiej sytuacji broń się bez żadnych wyrzutów sumienia.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.