Jak pies z kotem - czyli źle?

Od kiedy w naszym domu pojawiła się Hera, większość pytań, które padały w moim kierunku, dotyczyły relacji między nią, a Czesiem. Oboje w końcu mieszkają w tym samym domu. Niektórym w głowie nie mieściło się to, że taka sytuacja ma miejsce. A jednak - Cześ wraz z Heroiną nie tyle mieszkają ze sobą, ba, potrafią razem się bawić, jeść czy spać. Ale jak do tego doszło?




Można byłoby spodziewać się, że problem będzie leżał w psie, jednak sytuacja była odwrotna i to Herę trzeba było przyzwyczajać do obecności Czesia, który zresztą jest bardzo tolerancyjny do małych zwierząt. Od młodości był wychowywany wraz z innymi zwierzętami, więc można wywnioskować, że obecność kota nie była dla niego czymś obcym.

No to teraz pewnie przeszło Wam przez myśl, że sprawa była banalna - i tu też muszę Was zaskoczyć, bo... tak nie jest. Hera, jeśli nie wiecie, trafiła do mnie w złym stanie, tuż po pogryzieniu przez ulicznego burka. To z pewnością nie odbiło się pozytywnie na jej postrzeganiu psów i stała się wobec nich bojaźliwa, często przejawiała agresję. Jedyną deską ratunku był nie kto inny, a Cześ, który był kluczem do tego, aby Hera pokonała swój lęk.



Na początku był chaos.

Kiedy zbliżał się czas, w którym Hera wróci ze szpitalika, musiałam opracować sposób, w jaki oswoję ją z Czesiem. Żeby było to możliwe, wyszczególniłam kilka etapów. Przed Wami streszczona wersja naszej socjalizacji:


#1 Akcja Izolacja

Hera pierwsze dni zamieszkiwała u mnie w pokoju, w klatce, która pełniła rolę swoistego azylu. Biorąc pod uwagę, że była tuż po operacji, puszczenie jej luzem po domu było dla niej niewskazane - skakanie po meblach z przyciętą nogą raczej nie miałoby dobrego wpływu na jej dalszy rozwój. Na początku pokój był jej kryjówką, do której początkowo Cześ nie miał dostępu. 


#2 Wyjście z klatki

W momencie, w którym pojawiła się sprawność Hery, postanowiliśmy wypuszczać ją, aby miała do dyspozycji cały pokój. Była to finalna część okresu izolacji przed Czesiem, aby Hera mogła spokojnie zaznajomić się z nowymi kątami, z dala od tego, czego najbardziej się bała. Cały pokój wyłożony był zabawkami i kryjówkami wszelakiego rodzaju, którymi zabawa pochłaniały cały dzień. Naturalnie, klatka była cały czas otwarta, ponieważ było to jedyne miejsce, które budowało w Herze poczucie bezpieczeństwa. Plus moje łóżko :D


#3 Spotkanie I-go stopnia

Kiedy Hera zmieniła status z gościa w domownika, nadszedł czas na wpuszczenie do pokoju Czesia. Dla bezpieczeństwa Hera została z powrotem wpuszczona do klatki, a Cześ poruszał się po pokoju na smyczy, żeby zachować odpowiednią odległość. Jednak mimo moich przeczuć, wprawdzie Hera mało co go obchodziła. Przychodził do pokoju, żeby móc się pobawić lub odpocząć, a na klatkę z małą kulką w środku nie zwracał uwagi.


#4 Spotkanie II-go stopnia

W tym punkcie Cześ ponownie został wpuszczony na smyczy, jednak tym razem klatka była otwarta i Hera chętnie z niej wyszła. Tym razem Cześ nie brykał, ani nie skakał, tylko siedział spokojnie na moich kolanach. Stopniowo dawałam mu więcej swobody, a z czasem zaczęło to przybierać bardziej naturalne formy, jak na przykład wspólna zabawa. Hera była tym wszystkim bardzo zaciekawiona, jednak wciąż zbyt nieśmiała, żeby podejść bliżej. Większość tej akcji spędziła na moim łóżku. 
Etap ten trwał najdłużej, aby w pełni zaufać Czesiowi, że nie będzie nachalny po odpięciu z luźnej smyczy. Kiedy widziałam, że zachowuje się wzorowo, odpięłam mu smycz. Był to wstęp do rozpoczęcia kolejnego etapu.


#5 Spotkanie III-go stopnia

Tutaj Cześ i Hera mieli do dyspozycji cały dom i żadne z nich nie poruszało się na smyczy. W początkowych fazach Cześ testował Herę ( i vice versa), aby móc przekonać się, na ile druga strona jest w stanie sobie pozwolić. Cześ zrozumiał, że nie powinien obwąchiwać Hery, ponieważ może odpłacić się pazurkami, a Hera.. Hera żyła własnym życiem i żadne przepisy jej nie obowiązywały (ah, no tak, przecież to kot). Szybko w psio-kociej relacji udało się jej podporządkować większego od siebie psa.


Tymże sposobem przebiegła socjalizacja psio-kocia, której efekty do dziś owocują wspaniałą przyjaźnią międzygatunkową. Jestem dumna z tej dwójki, że mimo wszystko udało się nam stworzyć taką relację. Górki i dołki są wpisane w drogę do sukcesu, którym prędzej czy później (ale oby tylko prędzej) będziemy mogli się cieszyć :)

23 komentarze:

  1. Vasco bardzo lubi koty, miał jednego bardzo bliskiego kociego przyjaciela. Polubili się od razu, chyba dlatego,że obaj byli mali ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychowanie od maleńkości to często gwarancja na udaną przyjaźń :D

      Usuń
  2. U nas psy raczej nie przepadają za kotami. Co prawda była jedna próba socjalizacji, ale skończyła się w momencie, gdy kot pokazał psu łapę najeżoną pazurkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dwa różne światy o dwóch różnych językach, czasem trudno jest się dogadać. Szkoda, Cześ z Herą żyją jak najlepsi przyjaciele i nie ma między nimi sprzeczek.

      Usuń
  3. U nas było podobnie. Pies który nie zbyt lubiał obce koty i 7 tygodniowy kot, który wszystkiego się bał. Na szczęście Daisy polubiła Diesla. Socjal dalej trwa bo w domu kot prowokuje psa do zabawy, podgryza ją itp a na dworze pies zaczyna iskać i lizać kota. Najgorsze ze bardzo ciężko jest mi wyciszyć oba zwierzaki.

    A jak wygląda relacja Hera-Mira?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mira niestety jest na tyle ogarnięta, jeśli chodzi o koty. Dla niej Hera to kolejny jeż do zwalczania, także ich relację ograniczam.

      Usuń
  4. Moje psy mają ustawiony tryb "zabić kota" i za cholerę nie da się tego wyłączyć :D Ale nawet gdybym próbowała to zmienić, obie ze stron najeżyłyby ogon, pokazały kły i miałabym galę KSW za darmo :')
    Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten przycisk czasami jest dość trudny do wyłączenia. Potrzeba masy czasu, żeby coś drgnęło. :P

      Usuń
  5. Ostatnio coraz bardziej marzy mi się kot, ale mam obawy związane z reakcją Gambita na takie zwierzątko, bo on po prostu kotów zupełnie nie zna - jakoś tak wyszło, że nigdy nie miał okazji przebywać ich w towarzystwie. Dobrze wiedzieć, że da się to wszystko jakoś pogodzić mimo trudnych początków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli obie strony nie mają wobec siebie złych zamiarów, to sprawa prezentuje się fenomenalnie. Miałam mniejsze obawy co do Czesia, aniżeli co do Miry. To dwa odmienne psy o zupełnie innym postrzeganiu świata. Czas, wiedza i cierpliwość (duuuużo cierpliwości) to kluczowe składniki, dzięki którym udaje się stworzyć pozytywną relację między dwoma zwierzakami.

      Usuń
  6. Fado gdy jest na naszym ogródku, a zauważy chodzącego za ogrodzeniem kota ma ochotę go dorwać. To też tłumaczy dlaczego właśnie pod płotem mamy przeoraną ziemię. Natomiast gdy jesteśmy na spacerze a młody zauważy wylegującego się kota ma go głęboko w dooppce. Spojrzy na niego i możemy iść dalej. No ja nie wiem co on ma w tym móżdżku. Zawsze mnie zastanawiało jak by się na żyło jeszcze z kotem. Tego raczej nie doświadczę z powodu taty, który jest gorliwym przeciwnikiem istnienia tych futer :p
    Świetnie, że udało ci się zapanować nad zwierzyńcem i socjalizacja zaowocowała w przyjaźń.
    Pozdrawiamy! | Biscuit Life

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo tyczy się Miry. Na podwórku żaden kot nie ma prawa istnieć, poza podwórkiem jej to wisi i powiewa :P Hera jednak jest niewychodząca.

      Usuń
    2. U mnie jest to samo! Kot przy ogrodzeniu to absolutny wróg numer jeden. Jednakże ten sam kot spotkany na spacerze jest fajnym pluszakiem do obwąchania i jednocześnie zignorowania. :D:D

      Usuń
  7. U nas z kotami raczej nie ma problemów. Psy na początku są wobec nich ciekawskie, ale później jakoś tracą zainteresowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same z siebie, czy to efekt socjalu? Marzę o tym, żeby Mira przybierała tę samą postawę wobec Hery :)

      Usuń
  8. U nas na początku nie było kolorowo, emocje psa nie pozwalały na bezpieczny kontakt. Teraz moje dzieciaki nie potrafią bez siebie żyć a gdy wracamy z długiego spaceru, pies dostaje łapą po nosie :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak długo trwało u Was całe zapoznanie?
    U nas Loki prawie od roku i dopiero teraz stosunki z kotami poszły trochę naprzód. Z jednym kotem (Bazylim) już przebywają w spokoju w jednym pokoju. Drugi kot (Faza) nadal niechętna i woli trzymać się z daleka (ale u niej zawsze wszystko dłużej trwa). Mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie coraz lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od pojawienia się Hery w domu do momentu, w którym oba zwierzaki zaczęły się razem wylegiwać, minął czas tygodnia, może więcej. Jednak wszystko jest zależne od zachowania obu zwierzaków i trwania poszczególnych etapów. Gdyby Cześ był bardziej nerwowy albo Hera mniej przekonana, myślę, że cały proces byłby znacznie dłuższy. I tak może to wydawać się długo, ale przede wszystkim zależało mi, żeby Hera miała dość czasu, żeby się przystosować. :)

      Usuń
  10. U nas po przyjściu Floriana było szybko - praktycznie drugiego dnia zwierzaki spały obok na tej samej kanapie. Wilson wcześniej znał bliżej dwa koty, oba cioci, z którymi nie raz się bawił, więc najgorsze były pierwsze minuty, kiedy kot jeszcze nie do końca wiedział, gdzie jest i co się dzieje (wzięliśmy go ze schroniska). Pies generalnie strasznie się denerwuje, kiedy kot na niego syczy, zaczyna wtedy szczekać jak opętany i chciałby kota pogonić (chociaż nie zrobiłby krzywdy, ewentualnie wyrwał trochę sierści, ale raczej mimo wszystko szczekając trzyma dystans, jeżeli kot na niego syczy i wymachuje pazurami). Florian syknął na niego może raz i to jeszcze w transporterze, później dał się spokojnie psu obwąchać i sam zaczepiał go do zabawy. Podczas gonitwy po całym mieszkaniu i zabawy kot mógł wkładać psu łapy do pyska, bo wiedział, że pies nic nie zrobi. Teraz chwilowo mieszkamy z czterema innymi kotami i średnio nam to wychodzi, bo one są dorosłe i kompletnie nie znały wcześniej psów, a są niestety wychodzące, więc zapewne nie raz jakiś je gonił. Wszystko jest fajnie do momentu, w którym zaczną syczeć, dlatego jeden pokój mają odgrodzony dla siebie (w każdej chwili mogą z niego wyjść, ale pies nie ma do niego wstępu) - gdyby to ode mnie zależało, wyglądałoby to trochę inaczej, ale niestety mieszkamy z osobą, dla której pies powinien być robotem i jakim prawem on w ogóle może szczekać. :)
    Pozdrawiamy, Wilson & ja.

    OdpowiedzUsuń
  11. na pewno wszystko zależy do tego jakich raz jest pies i kot i jak zostały wychowywane (czy u hodowcy miały styczność z innymi zwierzakami), koleżanka ma yorka i rosyjskiego niebieskiego, pierwsze spotkanie skończyło się tym, że pies był podrapany,a kot cały wyśliniony i trzeba było go zabrać na kąpiel ;) jednak z czasem doszły do porozumienia i teraz razem zyją w harmonii ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.