Jak radzimy sobie z problemami?

Psie internety bogate są w przeróżne trendy. Kiedyś modne było posiadanie psa idealnego, później natomiast nastała moda na psy z problemami, szczególnie natury behawioralnej. Nie mam zielonego pojęcia, co na tę chwilę wisi u szczytu psiej mody, ale mniejsza o to. Dzisiaj opowiem Wam o kulisach pracy z moimi psami, a dokładniej, z czym się zmagamy i jak sobie z tym radzimy.

Kiedy zaczęliśmy chętniej dzielić się problemami naszych psów, trudno było znaleźć team, który omijałby je szerokim łukiem. Każdy dorzucił do dyskusji swoje trzy grosze, rzewnie opowiadając o tym, co męczy go po godzinach. Dzięki temu przestaliśmy czuć się osamotnieni z naszymi problemami, ponieważ znalazły się dziesiątki osób, które tak jak my, są skazane na pewne niedogodności. Ja sama jestem pewna, że wspominałam o naszych mankamentach, w końcu Projekt SoUp! do czegoś nas zobowiązywał. Myślę więc, że część z Was wie już, co napotykamy na swojej drodze. Dzisiejszy wpis jest natomiast dla tych, którzy żyją w przekonaniu, że wszystko układa nam się przegenialnie.


Mira


Zanim podjęłyśmy się wspomnianego projektu socjalizacyjnego, Mira była kłębkiem problemów. Sam projekt obmyślałam z myślą o niej, a konkretniej - o wybrakowanej socjalizacji. Poniżej przedstawiam problemy, z jakimi się zmagałyśmy oraz sposoby na ich powstrzymanie.

1. Agresja w stosunku do  psów
Agresja w przypadku Miry nie towarzyszyła nam od zawsze. We wczesnych latach mieszkało z nami kilka innych psów, z którymi układało się jej całkiem dobrze. Jeden impuls, jaki był atak innego psa, spowodował, że psio-psie relacje obróciły się o 180 stopni. Od tamtego momentu na widok innych psów Mira gotowała się do ataku, szczególnie na psy duże. Mimo wielu prób i sesji treningowych opartych na metodach pozytywnych, problem nie został całkowicie usunięty, dlatego jeśli nie będzie innej opcji, nastawię się na szerszą paletę metod kontynuowanych w przyszłości. Agresja do psów nie jest problemem, którego da się zniwelować poprzez klikanie i rzucanie smakami na prawo i lewo, przynajmniej u nas.

2. Ciągnięcie na smyczy
Wydaje mi się, że jest to dość powszechne zjawisko, z którymi większość z nas miała styczność. Nam udało się to ograniczyć poprzez szkolenie pozytywne oparte na nagradzaniu za chodzenie przy nodze. Na samym początku stosowałyśmy obrożę półzaciskową i kierowałyśmy się powszechnym stawaniem w momencie ciągnięcia, jednak u nas te metody okazały się nieskuteczne.

3. Przywołanie i koncentracja
Komenda "do mnie" jest moim zdaniem podstawową komendą, jaką powinien znać pies. Mira często dekoncentrowała się podczas ćwiczeń w domu i na podwórku, więc strach było przenieść treningi poza dom. Dzięki większej ilości zabawek, smaków i oczywiście GŁASKÓW, udało się ożywić w Mirze pozytywne skojarzenia związane z wracaniem na komendę oraz utrzymywaniem uwagi na ćwiczeniach.

4. Strach przed wodą
Choć może nie był to problem na tyle poważny, to jednak zależało mi, aby Mira nie pozowała jedynie na odważną, ale żeby w pewnym sensie wykazywała się tą cechą. Sama uwielbiam chodzić na wodowanie i nie wyobrażałam sobie, żeby nie próbować tego z Mirą. Dlatego często punktem naszych spacerów było pobliskie jezioro oraz zalew, gdzie udowadniałyśmy Mirze, że woda równa się ogromnej zabawie! :D Po kilku próbach załapała i przekonała się do wspólnego szaleństwa. :P

5. Niechęć do podróży samochodem
Wyjazdy z psem są u nas rutyną, dlatego istotne było dla nas to, żeby ułatwić sobie transport. Problemem była niechęć Miry do wsiadania oraz czasu przejażdżki (wysiadanie zawsze było najszczęśliwszym momentem). Nie widziałam innej opcji, niż nagradzanie smaczkami za stopniowe stawianie łap w samochodzie. Tym sposobem w krótkim czasie udało mi się zachęcić Mirę do przebywania w aucie.



Czesio


Cześ przyjechał do nas jako przerażona rzeczywistością, kudłata osika. Pamiętam jak dziś ten moment, kiedy widząc go po raz pierwszy, miałam łzy w oczach. Chował się po kątach, piszczał, drżał i uciekał na widok ludzkiej ręki. Od początku wiedziałam, że czeka nas długa droga. Cześ jest u nas prawie rok i zaszło w nim sporo zmian (na lepsze), jednak poniższe problemy wciąż w nim drzemią. Najgorszy jest w tym wszystkim fakt, że będąc na dobrej drodze, i tak napotykamy na negatywne impulsy, które burzą dotychczasową pracę.

1. Strach przed ludźmi i psami
Cześ, będąc pod opieką poprzednich właścicieli, miał trafić do centrum szkolenia, gdzie podobno się nad nim znęcano. Poskutkowało to znaczącym lękiem przed ludźmi. Codziennie uczymy się wzajemnego zaufania i nieraz staję na rzęsach, żeby udowodnić Czesiowi, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Nie wiem, czy kiedykolwiek wdał się w konflikt z psami, jednak na samym początku bardzo bał się innych przedstawicieli swojego gatunku, czy to dużych, czy to małych. Możemy się pochwalić, że problem ten jest już za nami i pozostaje wierzyć, że żaden Janusz nie zepsuje tej roboty.

2. Lęk przed szkoleniem
Nawiązując do centrum szkolenia, przeczuwam że Cześ był źle traktowany za nierozumienie poleceń tresera (trenerem bym gościa nie nazwała), dlatego też boi się on wykonywania sztuczek. Zależy mi jednak na tym, aby Cześ znał chociaż podstawowe komendy. Zaczęłam stopniowo wdrażać elementy szkolenia i w kilka miesięcy udało nam się opanować komendę "siad", co i tak było sporym wyczynem.

3. Załatwianie się w domu
Przez kilka pierwszych miesięcy Cześ notorycznie załatwiał się w domu (jedynki i dwójki), a szczególnie upodobał sobie kafelki w kuchni. Kiedy dotarło do niego, że jest to dość widoczne, przesiadł się na dywaniki oraz łóżka. Oduczenie go tego nawyku było jednym z najcięższych wyzwań. Udało się to wyeliminować poprzez częstsze wychodzenie na podwórko w wiadomej intencji :D Nie zapomnę tej ulgi, kiedy pierwszy raz drapnął w drzwi na znak, że chce wyjść za potrzebą. :')

4. Śmieci
W parze z załatwianiem się przyszło grzebanie w koszu i zjadanie śmieci, począwszy od opakowań, skończywszy na zużytych podpaskach. Stanowcze "Nie" i samo nakrycie na złym uczynku sprawiło, że Cześ nie zechciał więcej razy zanurzyć głowę w koszu.


Jestem ciekawa, czy Wy również zmagaliście się lub wciąż macie do czynienia z problemami, które dziś przedstawiłam. Jakie są Wasze metody? Koniecznie podzielcie się w komentarzach!

4 komentarze:

  1. Ozłociłabym psa, który upodobałby sobie za załatwianie potrzeb kafelki w trakcie treningu czystości - tak łatwo się wtedy sprząta! Gambit miał taki etap w życiu (jakoś 2 tydzień po przywiezieniu z hodowli), kiedy uznał, że jak dwójka to tylko i wyłącznie na dywan w salonie, bez względu na długość spacerów, etc., codziennie rano budził mnie dziki smród. Dorosłe pieski takie super. :D

    PS. Wspaniałomyślnie to się z samej definicji wspomnianego przymiotnika nic nie będzie układać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kurczę, internetowy słownik synonimów znowu mnie zawiódł!
      Tak, niby fajnie.. ale deptanie po dwójkach, nawet jeśli na kafelkach, do przyjemności nie należy. Fujka! :D

      Usuń
  2. Najpierw ostatnie zdjęcie - genialne!
    U nas głównym problemem była agresja. To udało nam się wyeliminować w 98%, jestem z tego tak dumna że nie wiem ;)
    To z czym się teraz męczymy to już tylko drobiazgi albo rzeczy, których naprawiać nie chcę bo nie widzę sensu, jak na przykład zjadanie jakiegokolwiek jedzenia, które zostanie w psim zasięgu po wyjściu z domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki <3
      Aaargh, chętnie dowiedziałabym się jak tego dokonaliście :P

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego blogowania, a także pewnym podsumowaniem. Dlatego chcę Wam bardzo podziękować za dodanie nam sił i wsparcia. :)

Każdy Wasz komentarz postaram się odwzajemnić.
Jeśli prowadzicie bloga - przyślijcie mi link. Odwiedzę ;)

Obsługiwane przez usługę Blogger.